PODZIEL SIĘ

Wątpliwości podatkowe

pobrane-1

Mimo naukowego tonu, w jakim wypowiada się Rogoff, na podstawie tego co pisze trudno wyciągnąć wniosek, czy ilość papierowej gotówki w obiegu, a tym bardziej sam fakt jej istnienia ma wpływ na przestępczość pospolitą. A jeśli nawet ma, to jak duży? Nie wiadomo też, czy wszystkie przestępstwa, o jakie arcymistrz obwinia posiadaczy dużych ilości papierowej gotówki są naprawdę przestępstwami.

Weźmy na przykład takie pranie pieniędzy.

Zacznijmy od tego, że samo pojęcie: pranie pieniędzy, jest dość mało precyzyjne i jeśli już ma być zakwalifikowane do kategorii występków podatkowych to wyłącznie do (a) przepisów prawa o charakterze opresyjnym/represyjnym, (b) przepisów wysoce arbitralnych/subiektywnych, oraz (c) z obu tych względów, przepisów zawierających w sobie pierwiastek przestępczy. Aby uznać je za przestępstwo trzeba do łańcucha rozumowania przemycić normę mówiącą, że podatki są czymś koniecznym; że rząd jest czymś koniecznym; co więcej, że zarówno rząd, jak i podatki są źródłem dobrostanu obywateli, czy jak to określają zawodowi ekonomiści, podnoszą użyteczność krańcową, przyczyniając się do poprawy życia ludzi.

Trzeba być pozbawionym wyobraźni, aby uważać, że istnienie szkół, szpitali, więzień, dróg, latarń morskich i innych instytucji kojarzonych z istnieniem państwa jest możliwe wyłącznie dzięki łaskawości rządu i polityków. Wszystkie te instytucje wzięły swój początek w sektorze prywatnym i w warunkach wolnorynkowych funkcjonują znacznie lepiej i taniej niż w wydaniu państwowym. To, że dzisiaj sektor państwowy się rozrasta, nie jest wynikiem logiki rozwoju gospodarczego, lecz skutkiem deformacji systemu kapitalistycznego przez demokrację, czyli rządy większości, państwo opiekuńcze, oraz wywołane nimi kryzysy. Do tego wątku wrócimy w dalszej części naszych rozważań.

Na razie zauważmy jedynie, że gdyby prawo podatkowe było racjonalne, albo gdyby wolny rynek był powszechniej obowiązującą zasadą funkcjonowania gospodarki, pranie pieniędzy nie miałoby większego sensu i nie byłoby przestępstwem. Zniknęłyby najprawdopodobniej wszystkie przestępstwa podatkowe. Dowodzą tego chociażby przykłady wzrostu wpływów podatkowych towarzyszące liberalizacji polityki fiskalnej. Tak było na przykład za prezydentury Ronalda Reagana (1980-1988), który obniżył marginalną stopę podatku dochodowego (PIT) o ponad 25 punktów procentowych: z 70 procent (w epoce poprzedzającej bezpośrednio reformy Reagana) do poziomu ok. 40 procent 7 lat później . Mimo to wpływy podatkowe, osłabionej ciężkim, trwającym od początku lat 80. XX wieku załamaniem, gospodarki wzrosły z 244 miliardów dolarów (rok 1980) do 446 miliardów (rok 1989). Jest to wzrost rzędu 45 procent.

W kontekście tak wysokiego przyrostu wpływów podatkowych należy podkreślić dwa zasadnicze fakty: po pierwsze, od początku swej prezydentury, rząd Ronalda Reagana, zmagał się z trwającą od 1979 roku do końca 1982 roku jedną z najcięższych recesji gospodarczych w dziejach USA: produkcja spadła o blisko 10 procent; tyle samo wynosiła stopa bezrobocia. Spadek Produktu Narodowego Brutto był w tym okresie tak głęboki, że poziom PKB z 1979 roku osiągnięty został dopiero w roku….2003. Drugim czynnikiem, który trzeba w tym kontekście podkreślić, to to, że udział podatków płaconych przez przedstawicieli klasy średniej spadł z 57,5 procent w roku 1981, do 48,7 procent siedem lat później.

Konkludując: (a) wzrost wpływów podatkowych państwa po obniżeniu progów podatkowych wzrasta, oraz (b) pomimo wzrostu wolumenu podatków, w kieszeniach podatnika pozostaje więcej pieniędzy. Jeśli zatem wysokie podatki są zachętą do przestępstw podatkowych, a jednocześnie ograniczają wolumen wpływów państwa, to może obniżmy podatek, a pozbędziemy się obu tych problemów równocześnie.

Poprawi się przy okazji strukturę kapitałową gospodarki, w której większa część kapitału znajdzie się w rękach znacznie efektywniejszych i bardziej produktywnych przedsiębiorców prywatnych.

Świadkami opisanych tendencję byliśmy w 2003 roku, gdy rząd Leszka Millera obniżył podatek dochodowy dla biznesu (CIT) z 27 procent do 19 procent, przy czym nowy podatek miał charakter liniowy. Podobną reformę w ślad za przykładem Polski wprowadziła Estonia, Litwa, Łotwa, Rosja, Ukraina i Słowacja. W krajach tych, z powodu, a raczej dzięki obniżce progu podatkowego wzrosły wpływy podatkowe rządu, konkurencyjność i dynamika gospodarki, a przede wszystkim poziom inwestycji w przedsiębiorczość. Można więc mówić, nie tylko o sytuacji: win-win, lecz o działaniu all-win!

Z podobnym efektem mieliśmy w Polsce do czynienia w 2002 roku, gdy doszło do obniżki akcyzy na ciężkie alkohole. Obniżenie poziomu akcyzy zaowocował wzrostem wpływów podatkowych o ok. 10 procent, spadkiem przestępczości celnej i podatkowej, a jednocześnie zwiększeniem eksportu polskich alkoholi o ponad 20 procent.

 

Pomysł Friedmana

 

Dlaczego, pomimo wszystkich tych doświadczeń, rząd PiS chce podnieść akcyzę na szereg produktów, zlikwidować liniowy podatek CIT, wprowadzając w jego miejsce skalę progresywną? Na pewno nie jest to ignorancja.

To przecież Charles-Maurice de Talleyrand-Périgord, francuski biskup, dyplomata i polityk zauważył dwa wieki temu, że nie ma takiej podłości, przed którą cofnąłby się rząd, gdy mu zabraknie pieniędzy. Dlaczego akurat tym razem rząd miałby zrezygnować z okazji zarobienia dużych pieniędzy? Przeraził się perspektywą protestów ze strony opozycji? Raczej nie. We współczesnym państwie różnice programowe czy ideowe między poszczególnymi partiami są niewielkie. Opozycja wierzy w to, że kiedyś odzyska władzę, nie będzie więc dzisiaj łamać świętej zasady Talleyranda i domagać się ograniczenia swych przyszłych wpływów podatkowych. Może zatem władzę hamuje strach przed nieposłuszeństwem obywatelskim? Też nie.

W państwie opiekuńczym obywatele są wspólnikami rządzących. Nie patrzą na to, ile zarabiają, zadowalając się tym, co im łaskawie pracodawca prześle na konto. Diabelski pomysł Miltona Friedmana, który wymyślił, że rząd ma prawo do „zaliczki na poczet podatku dochodowego”, osłabił zainteresowanie pracowników najemnych skutkami opodatkowania. Malo kto zastanawia się nad tym, dlaczego z nominalnych 4800 zł miesięcznie dostaje na rękę 2345 zł. Jeśli już obwinia kogoś o konfiskatę, to pracodawcę, a nie państwo zwane w tym kontekście enigmatycznym, żeby nie powiedzieć, szelmowskim określeniem fiskus.

Gdyby każdy z nas otrzymywał pensję brutto, to jest przed potrąceniami na podatek, i musiał raz w miesiącu wyliczyć, a potem przesłać do urzędu skarbowego, należną państwu daninę, świat wyglądałbym całkiem inaczej. Po trzech, czterech miesiącach odprowadzania na rzecz państwa połowy albo i więcej własnej pensji, ludziom puściłyby nerwy i bez rewolucji by się nie odbyło. Tarczą chroniącą rząd przed buntem jest właśnie pomysł Friedmana (mówi się, że to właśnie ten pomysł był powodem przyznania mu nagrody Nobla z ekonomii), któremu sprzyja bierność tzw. milczącej większości obywateli, jej skłonność do działania po najmniejszej linii oporu; pokora wyuczona na lekcjach wychowania obywatelskiego i religii, oraz wrodzona niechęć większości ludzi do podejmowania decyzji.

Wprawdzie istnieje grupa obywateli, która się od milczącej większości różni, a nawet jej sprzeciwia, w systemie demokratycznym, gdzie rządzi większość nie wytrzymuje ona konfrontacji z biernymi masami. Mam na myśli przedsiębiorców, ludzi, którzy efektywną pracą i kreatywnością zabiegają o owoce swojej pracy, chroniąc je przed chciwością rządzących. Mimo iż dzięki przedsiębiorcom tworzone jest bogactwo narodu, tym samym zaspokajane potrzeby ludności, nie są oni w stanie oprzeć się pasywności mas, a zwłaszcza atakom ze strony polityków, intelektualistów, a nawet kościoła, stając kozłem ofiarnym tych, którym się wiedzie gorzej i żyjących nich kosztem władzy.

Dlatego cnotami współczesnego społeczeństwa stały się bieda, bierność, posłuszeństwo, a nie praca i bogacenie się. Milcząca większość z entuzjazmem wita każdą podwyżkę podatków, byle tylko była ona dla bogatszych bardziej dotkliwa. Równocześnie ignoruje ona fakt, że takim postępowaniem strzela sobie w stopy: podatki skierowane przeciwko najbogatszym najsilniej podnoszą koszty życia najbiedniejszych.

Cdn.

Jan M Fijor

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułLatarnia Morska w Teorii Ekonomii (Lighthouse in Economics)
Następny artykułKto się boi Trumpa; fobie Ludzi Oświeconych
Uwielbiam podróże, zwiedziłem do tej pory (17 września 2015) 142 kraje, w tym tak egzotyczne, jak: Surinam, obie Gujany, Fiji, Vanuatu, Madagaskar, Malawi, Bhutan. Rwanda, Burundi, Haiti czy Myanmar. W samej Ameryce Łacińskiej, do niedawna moim ulubionym regionie, byłem przynajmniej 70 razy. Myślę, że wreszcie należałoby zacząć te wspomnienia spisywać, tym bardziej, że jest co: 4 Mundiale piłkarskie, wyrok 10 lat więzienia w Peru, spotkanie w cztery oczy z generałem Pinochetem, potem w Chiapas, z subkomendante Marcosem, wyciągałem ludzi z więzień (Panama, Abu Dabi). wspólnik ukradł mi hotel na Karaibach i parę innych historyjek.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ