PODZIEL SIĘ

Począwszy od swego wyboru, to jest od 2013 roku, papież Franciszek wielokrotnie już atakował w swych homiliach koncept zwanych przez niego “liberalnym indywidualizmem” czy “neoliberalizmem”.  W zeszłotygodniowym oświadczeniu Papieskiej Akademii Nauk Społecznych Franciszek odnowił swe ataki, ujawniając przy ich okazji wiele swych politycznych uprzedzeń i fałszywych założeń. Taka linia ataku datuje się niemal od początku pontyfikatu Franciszka.W 2013 roku potępił teorie ekonomiczne odwołujące się do wzrostu gospodarczego i zachęcające do wolnego rynku, który „nieuchronnie doprowadzi do większej sprawiedliwości i integracji na świecie …”. Papież wielokrotnie sugerował, że jego zdaniem, ​​rynki finansowe są w zasadzie nieuregulowane i że w wielu krajach świata dominują reżymy zwolenników leseferyzmu i państwa minimum. Wszystkie te twierdzenia można łatwo obalić empirycznie. Nie ulega bowiem wątpliwości, że sektor finansowy należy do najsilniej uregulowanych na świecie, zaś rządy najbogatszych krajów świata – w tym Stanów Zjednoczonych – wydają na programy socjalne około jednej piątej swego PKB.

Na samą tylko opiekę zdrowotną – nie na cele prywatne, pamiętajmy, lecz rządowe – administracja amerykańska, a więc kraju stanowiącego jakby nie było względny bastion myśli „wolnorynkowej”, jak chodzi o wydatki zajmuje czwarte miejsce w świecie.

Świat wyobraźni papieża

Papież ma tendencję do posługiwania się różnymi, łatwo falsyfikowalnymi i empirycznie fałszywymi tezami. Twierdzi, przykładowo, że biedni tego świata są coraz biedniejsi, podczas gdy wszystkie dostępne dane wskazują dokładnie odwrotnie: w najuboższych regionach świata spadają wskaźniki śmiertelności niemowląt, rośnie odsetek ludzi umiejących czytać i pisać, podobnie jak i dostęp do czystej zdrowej wody.

Ta jasne, że każdy prawy duchowny chrześcijański, wzywa – rzecz jasna – swoich wiernych, by zwracali więcej uwagi na los ubogich, namawiając ich do zwiększenia nakładów na dobroczynność, jednakże w swych próbach odwoływania się do popularnych ideologii politycznych papież Franciszek zdradza głęboką nieznajomość podstawowych faktów dotyczących tendencji rozwojowych gospodarek świata.

Po ostatnim ataku na poglądy „liberalno-indywidualistyczne” papież pokazał, że nie rozumie nawet ideologii, które atakuje. W mówieniu o nich odwołuje się do złudzeń i stereotypów, które najprościej opisać jako liberalizm leseferystyczny, czy po prostu liberalizm. Papież wyobraża sobie, że libertarianizm jest dziś ideologią dominującą i dlatego pod jej adresem rzuca swoje oskarżenia. Franciszek widzi w libertariańskim indywidualizmie zagrożenie wysokiej kultury i edukacji – zarówno w uczelniach, jak i w szkołach. Ma się to przejawiać w fałszywie postrzeganym paradygmacie minimalizacji wspólnego dobra, poprzez propagowanie w społeczeństwie ideału „życia w dobrobycie”, „dobrego życia” i wywyższania egoistycznych zasad proponujących iluzję „pięknego świata”.

Skoro indywidualizm utrzymuje, że tylko jednostka nadaje wartość rzeczom i relacjom międzyludzkim, więc to jednostka decyduje o tym, co jest dobre, a co złe. Modny dziś libertarianizm głosi, że dla ustanowienia wolności i indywidualnej odpowiedzialności powinniśmy uciekać się do „samozatrudnienia”.

– Tym samym – mówi papież – libertariański indywidualizm neguje zasadę dobra wspólnego, ponieważ z jednej strony zakłada, że ​idea „wspólnoty” zawęża wolność jednostek, z drugiej zaś, implikuje że pojęcie „dobra” pozbawia ją prawa do wolności.

Ach, więc to tak? Libertarianizm opanował uniwersytety i szkoły! Na każdym kroku, artyści i intelektualiści przypominają  nam o cnotach libertarianizmu. „Wysoka kultura” jest dziś przesycona ideologią libertariańską – mówi nam Franciszek. To jasna, że papież Franciszek nie trzyma już ręki na pulsie współczesnych środowisk akademickich, dlatego wie na ich temat bardzo niewiele. Gdyby było inaczej, nie mówiłby przecież, że libertarianizm jest tak popularny.

Spójrzmy na to, w co Franciszek zdaje się wierzyć i jak charakteryzuje współczesne ideologie: libertariańska myśl pociąga za sobą odrzucenie dobra wspólnego i pozbawia człowieka przekonania, że „poza wolnym rynkiem” istnieje jednak „dobre życie „. Franciszek twierdzi, że zdaniem libertarian, w „strukturze wspólnotowej” nie ma żadnej wartości; że odrzucają oni ideę” wspólnoty „, ponieważ ogranicza ona wolność przynajmniej niektórych ludzi.

„Homo Economicus” a pozory „skrajnego indywidualizmu”

      W swojej krytyce Franciszek powtarza wytarte, znane od lat lewicowe punkty widzenia, polegające na komiksowym upraszczaniu libertarianizmu. W swoim spojrzeniu na liberalizm, Franciszek postępuje tak, jak robiło to przez lata czyniło wielu krytyków chrześcijaństwa. Przykładowo, C.S Lewis pisał pod adresem niektórych krytyków chrześcijaństwa, że „ludzie ci stworzyli wersję chrześcijaństwa odpowiednią dla dziecka w wieku sześciu lat i sprawili, że stała się ona obiektem ich ataku”. Francis stosuje podobną retorykę, chociaż w innym celu.

       Upodabnia się w tym do George’a Monbiot z The Guardian, który też zajmuje się atakami na liberalizm, oskarżając go o wszystkie bolączki ludzkości, od biedy po samotność. Liberalizm odpowiedzialny jest za zniszczenie wszystkich ludzkich wartości i sprowadzenie istoty ludzkie do bezdusznej jednostki kapitału. Znaczna część tych poglądów znalazła swe źródło w przekonaniu, że ideologia ta postrzega wszystkich, jako maszynki do maksymalizowania zysku, zwane „homo oeconomicus”.

Oto co pisze Monbiot:

Dominująca dzisiaj ideologia [liberalizm] opiera się na kłamstwie. W rzeczywistości na wielu kłamstwach, skupię się jednak tylko na jednym z nich. Mianowicie, na stwierdzeniu, że wszyscy jesteśmy przede wszystkim zainteresowani swoim własnym, egoistycznym interesem – staramy się zwiększyć bogactwo i moc, nie zwracając (prawie) uwagi na to, jaki będzie to miało wpływ na życie innych. Niektórzy ekonomiści do opisu takiego stanu bycia używają terminu: Homo eoconomicus albo człowiek samomaksymalizujący się. Koncepcja ta  sformułowana została przez J S Milla, jako eksperyment myślowy. Wkrótce stała się narzędziem modelującym nasze życie. Potem wręcz ideałem, do którego mamy dążyć.

Problemem, zarówno dla Monbiota, jak i dla papieża Franciszka, jest to, że obaj zakładają, iż idea „homo oeconomicus” będąca jakoby wzorcem postępowania była zawsze tematem zastępczym, nie mającym nic wspólnego z wolnym rynkiem i ideologią liberalną. Zwraca na to uwagę arcyliberał, Ludwig von Mises, pisząc w swym magnus opus „Ludzkie działanie”, że „fundamentalnym błędem ekonomistów jest interpretowanie ekonomii jako systemu zachowań idealnego homo oeconomicus”. Zgodnie z doktryną tradycyjnej czy jak kto woli ortodoksyjnej ekonomii, nauka ta nie zajmuje się zachowaniem działającego człowieka, tak jak naprawdę działa, lecz fikcyjnym lub hipotetycznym jego wizerunkiem. Człowiek napędzany jest w niej wyłącznie motywami „ekonomicznymi”, to jest pragnieniem osiągnięcia jak największego zysku materialnego lub pieniężnego.

– Takich istot – pisze Mises – w rzeczywistości nie ma i nigdy nie było. To są fantomy fałszywej filozofii wydumanej przez fotelowych myślicieli. Żaden człowiek nie jest zmotywowany wyłącznie pragnieniem stania się najbogatszym. Wielu ludzi (koronnym przykładem jest tu sam Mises) ten nędzny motyw w ogóle nie rusza. Bezsensowne jest zatem odwoływanie się w życiu czy historii do tak marnego konceptu człowieczka. Żaden wnikliwy myśliciel liberalny – włącznie z Misesem – nie miał wątpliwości co do tego, że istota ludzka ma motywacje i wartości wykraczające daleko poza rynki; że nikt nie jest – i nie powinien być – zmotywowany wyłącznie pragnieniem maksymalizacji zysku.

W świecie rzeczywistym społeczeństwo jest bardziej zróżnicowane i złożone. Kultura, religia, tożsamość etniczna, język i szereg innych zmiennych funkcjonuje poza rynkami, i żaden poważny przedstawiciel liberalizmu nie uważa, iż w drodze do osiągnięcia zysku pieniężnego, należy zignorować czy ograniczyć czynniki wpływające na wartości ludzkie. Liberalizm nigdy nie był w konflikcie z zasadami natury ludzkiej czy społeczeństwa.  Tymczasem, dla takich antyrynkowych ideologów, jak Monbiot czy papież Franciszek, jest on doktryną, która dyktuje, jak każdy z nas powinien żyć, czyniąc z ludzi istoty samotne i zrozpaczone.

I dalej, pisze Monbiot:

(…)  Ta samotność ma wiele przyczyn,, jednakże ta podstawowa przyczyna jest wszędzie taka sama: ludzie, uspołecznione ssaki, których mózgi są połączone z mózgami innych ludzi, zaczynają się od siebie odrywać. Dużą rolę odgrywają w tym procesie zmiany gospodarcze i technologiczne, a także ideologia. Mimo, że nasze dobre samopoczucie nierozerwalnie wiąże się z życiem innych, powtarza nam się wszędzie, że tym, co nam w życiu pomoże jest przewaga konkurencyjna, egoistyczny interes i skrajny indywidualizm(…)

Jest to wariant tego, co twierdzi papież Franciszek, mianowicie, że ​​dla liberalizmu idea „dobrego życia” poza działalnością rynkową nie istnieje. I znowu mamy tu do czynienia z karykaturą liberalizmu, jako „ekstremalnego indywidualizmu”. Wywodzi się ona prawdopodobnie z wrodzonego niezrozumienia różnicy między indywidualizmem metodologicznym a indywidualizmem w praktyce.

Kto, jak kto, ale katolicki duchowny, jakim jest Franciszek, nie powinien takiego błędu popełniać, gdyż to właśnie filozofowie i teologowie katoliccy byli pionierami nurtu podkreślającego rolę jednostki. Teologia chrześcijańska jest ściśle związana z pojęciem osobistego związku człowieka z Bogiem; to właśnie osoba ludzka jest odpowiedzialna za własne wybory moralne. Wiele odmian liberalizmu, które w dużym stopniu wywodzą się z chrześcijańskich idei indywidualizmu i moralności, posługuje się podobną formą  indywidualizmu metodologicznego, przyjmując za fakt, że tylko jednostki dokonują wyborów. Ponadto istoty ludzkie czerpią swe prawa ze statusu indywidualnych osób, a nie jako członków grupy, czy to etnicznej czy państwa. Nikt jednak nie sugeruje, że ludzie muszą być w swym sposobie życia indywidualistyczni, albo że odrzucają ideę życia we wspólnocie.  Wszak życie w dużej rodzinie, w ramach gminy czy mieszkanie w gęsto zaludnionym osiedlu miejskim jest całkowicie zgodne z ideami liberalizmu.

Tym, co dla liberałów najważniejsze jest to, by decyzje o upragnionym sposobie życia były podejmowane w sposób wolny, dobrowolny i bez użycia siły. Człowiek oddający swe dobra, aby żyć w odosobnieniu w klasztorze nie popełnia żadnego wykroczenia. Liberalizm nie sprzeciwia się prawu oferowania potrzebującym wolnego pokoju i wyżywienie czy będą nimi obcym, czy członkowie rodziny. Nie ma takiej działalności, czy to grupowej, czy indywidualnej, która byłaby przez liberalizm zakazana, o ile jej uczestnicy współpracują ze sobą swobodnie i dobrowolnie.

Zaatakowany przez Monbiota za „neoliberalizm”, Mises, twierdził, że jednostki spotykają się w celu osiągnięcia wspólnych celów. W „Ludzkim działaniu” pisze, że ​​”każde działanie, w którym jednostka zastępuję indywidualny cel poprzez działanie wspólne na rzecz pojedynczych osób, powoduje natychmiastową i rozpoznawalną poprawę jego warunków”.

I dalej: korzyści płynące z pokojowej współpracy są uniwersalne. Przynoszą one każdemu pokoleniu natychmiastowe korzyści, ponieważ to, co jednostka musi poświęcić dla dobra społeczeństwa, jest w dużym stopniu kompensowane przy pomocy większych korzyści, jakie z tego tytułu osiąga. Wspólne życie i poszukiwanie „wspólnego dobra” w imię solidarności z innymi ma wiele korzyści, tak materialnych, jak i innych. Poza nielicznymi antyspołecznymi mizantropami, których trudno przypisać do jakiejkolwiek konkretnej ideologii, nikt tego w praktyce nie zaprzecza.

Więc gdzie jest to, inspirowane przez liberalizm, odrzucenie wspólnoty i wspólnego dobra, które rzekomo opanowało glob, o jakie Franciszek oskarża liberalizm? Coś takiego po prostu nie istnieje. Jeśli papież Franciszek chce zidentyfikować instytucje, które rodzą konflikty, ubóstwo, wojnę i rozpad społeczny, zrobiłby dobrze, gdyby zaczął więcej zwracać uwagi na państwa, banki centralne i globalną maszynę przymusu i wojny, które działają, by zatrzymać, a nawet cofnąć postęp osiągany każdego dnia dzięki wymianie rynkowej i innym pokojowym i dobrowolnym formom współpracy między ludźmi!

Ryan McMaken

mises.org (4 V 2017)

 

 

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułLicytacja skradzionych dóbr
Następny artykułAmerican Way?
Uwielbiam podróże, zwiedziłem do tej pory (17 września 2015) 142 kraje, w tym tak egzotyczne, jak: Surinam, obie Gujany, Fiji, Vanuatu, Madagaskar, Malawi, Bhutan. Rwanda, Burundi, Haiti czy Myanmar. W samej Ameryce Łacińskiej, do niedawna moim ulubionym regionie, byłem przynajmniej 70 razy. Myślę, że wreszcie należałoby zacząć te wspomnienia spisywać, tym bardziej, że jest co: 4 Mundiale piłkarskie, wyrok 10 lat więzienia w Peru, spotkanie w cztery oczy z generałem Pinochetem, potem w Chiapas, z subkomendante Marcosem, wyciągałem ludzi z więzień (Panama, Abu Dabi). wspólnik ukradł mi hotel na Karaibach i parę innych historyjek.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ