PODZIEL SIĘ

Szanowni Państwo,

images

w związku z nasileniem się ataków na edukację domową ze strony ministerstwa edukacji prosimy o wsparcie. Pod pozorem kreowania postaw patriotycznych, utrudnia się działalność homeschoolingu. Zależy nam bardzo na popularyzacji szkoły domowej. Dlatego prosimy wszystkich tych, którzy wejdą na stronę Instytutu Carla Mengera, żeby spisywali w tym miejscu swoje doświadczenia z pracy w szkole domowej i powiadamiali o nich także władze polskiego szkolnictwa.

pobrane-2

Róbcie to w postaci komentarzy, a jeśli chcecie, aby był to osobny materiał, prześlijcie tekst w Word na adres: fijorr@fijorr.com.

Dzięki nim będziemy mogli zachęcić innych rodziców, by oddali się sprawie edukacji domowej swoich dzieci. Nic tak nie mobilizuje jak przykład innych. Jeśli wam się udaje, to i nam uda.
Pomóżmy innym dzieciom uniezależnić się od arogancji związkowych nauczycieli, bezdusznej administracji szkolnej i narzucaniu najmłodszemu pokoleniu Polaków systemu, który w życiu dorosłym uczyni ich bezwładną milczącą mniejszością lemurów, na których każda władza będzie mogła wycisnąć piętno swej dominacji i wyzysku.
Bez zmiany istniejącego systemu szkolnictwa, bez  masowej prywatyzacji edukacji zjeżdżać będziemy po pochylni kolektywizmu i innych systemów, w których jednostka ma jedynie wartość dostarczyciela podatków oraz głosów kupowanych w zamian za puste obietnice żałosnej egzystencji w roli pół niewolników.

 

Homeschooling jest jednym z wiodących tematów, nad którymi pracuje Fundacja Instytutu Carla Mengera.

 

Jan M Fijor

p.o. prezesa ICM

3 KOMENTARZE

  1. Osobistych doświadczeń z homeschoolingiem nie mam natomiast mam doświadczenie z obecną możliwością czyli szkołą państwową. Wyglądało to mniej więcej tak: 5-7 godzin zajęć w szkole odpowiadało około 1 godzinie korepetycji. Często bywało tak że wiedza przyswojona w ciągu jednego dnia była równa zeru. Korepetycje to nie to samo co homeschooling ale myślę że przyswajalność wiedzy jest porównywalna. Dzisiaj dzieci nie mają czasu na rozwijanie swoich pasji ze względu na ogromną ilość niepotrzebnych godzin w szkole. Nikt nie wie lepiej co jest dobre dla dziecka niż sam rodzic. Dzieci mogły by w ten sposób rozwijać wiedzę w dziedzinach w których są zainteresowane, w państwowej szkole jest to bardzo ograniczone.

    Władzy powinno raczej zależeć na tym żeby rodzice mieli możliwość wyboru w końcu utrzymanie szkół kosztuje. Sami pomyślcie jak można zabierać na siłę dzieci od rodziców? To chyba rodzice biorą największą odpowiedzialność za swoje potomstwo i im najbardziej zależy na tym żeby jak najlepiej wykształcić swoje dzieci.

    • Władzom zależy jedynie na tym, na czym same korzystają. Propagują więc działania siłowe, bo te dodają im władzy, a nie te, które są korzystne dla uczniów czy rodziców. Poza tym celem szkoły państwowej jest wyrobienie w uczniach posłuszeństwa i spolegliwości milczącego podatnika, a nie edukowanie niezależnie myślącego człowieka.

      Ukłony
      Jan M Fijor

  2. Synek w homeschooling już ponad rok, z czego drugi raz w pierwszej klasie – jako zeszłoroczny „sześciolatek”, skoro można było, to wykorzystaliśmy okazję 🙂
    Bywa różnie z regularnością i chęciami – często preferuje niezobowiązującą zabawę i też takie lekcje żona stara się wymyślać, żeby elementu nauki przez ZABAWĘ było jak najwięcej. No ale czasem jednak przy stole usiąść trzeba. Nosem pokręci, ale w końcu siada i pisze, liczy, takie tam.
    Najbardziej mu się chce uczyć w domu, jak sobie wyobrazi alternatywę – gminną szkołę 🙂
    Z zaświadczeniami (przed rozpoczęciem HS) nie było problemu, dziecko się spotkało z psychologiem i pedagogiem w rejonowej poradni jakiejś-tam. Dla pań to był pierwszy taki dzieciak z regionu i przy okazji same chciały się czegoś dowiedzieć, nauczyć.
    Szkoły rejonowej nie wybieraliśmy z różnych przyczyn. M. in. chodzi o grono zarządzające szkołami rejonowymi. Żona z racji studiów pedagogicznych miała kontakty z różnymi dyrektorami-ignorantami… Także psychicznie nie byliśmy gotowi do ewentualnej (choć w cale niekoniecznej – pewnie czasem znajdą się i przychylni dyrektorzy) walki z dyrekcją. Po prostu nie wiedzieliśmy jak będzie, więc zdecydowaliśmy się na szkołę pp. Sawickich w Koszarawie-Bystrej (Żywiecczyzna). A że mamy tak akurat dobrą metę (mój brat w okolicach mieszka), to nie jest dla nas problemem raz / dwa razy w roku pojawić się tam – mimo, że mieszkamy dość daleko, w powiecie bydgoskim. Szkoły pp. Sawickich są znane z przyjaznego nastawienia do HS – nie znam statystyk, ale zdaje się, że na jedno dziecko uczęszczające do nich w systemie dziennym, przypada kilkoro (a może i więcej) dzieci z HS. Bo i warto – szeroka oferta zajęć dodatkowych skierowanych właśnie do edukatorów domowych i inne udogodnienia (zakwaterowanie itp.) zachęcają właśnie do wybrania Ich placówki, zamiast przecierać szlaki w rejonie… Po zmianach z przełomu roku (obcięcie subwencji oświatowych przypadających na dziecko w HS) oferta się nieco skurczyła, choć zapał pp. Sawickich i rodziców złagodził skutki – zawężenie oferty było zdecydowanie mniejsze, niż zmniejszenie subwencji.
    Proponowane zmiany dot. rejonizacji akurat nas dotkną bezpośrednio. Oczywiście – o ile ministerstwo wprowadzi w życie tak absurdalny pomysł. Nadmienić należy, że proponowana rejonizacja dotyczyć ma tylko HS, nie zaś edukacji stacjonarnej – co może być dobrym motywem do ucięcia ustawy w TK. Choć jak tak patrzę na TK i betonowego prezesa, to… nadzieja mnie opuszcza… Ale tracić jej nie wolno – nadzieja umiera ostatnia 🙂
    Nawiasem mówiąc ustawowe obcięcie subwencji dla HS też moim zdaniem kwalifikuje się pod TK – jako sprzeczne z konstytucyjnymi zapisami o „niedyskryminowaniu” (czy jakoś tak mniej-więcej)
    Jeśli propozycje wejdą w życie, to oczywiście jakoś sobie człowiek poradzi – w końcu Polak potrafi! Znajdzie się inną szkołę, albo nawet swoją założy (kto wie – może to i by był dobry motywator do działania… 🙂 ) Ale powstaje zasadnicze pytanie – po co tak sobie wzajemnie utrudniać życie?…
    No ale też czego się spodziewać po MEN, która „na każdym kroku” jak wspomina o HS, to oczywiście MUSI zestawić to z pojęciami typu „patologia”, czy temu podobnymi. W różnych konfiguracjach, ale zawsze jednak chodzi o to, żeby słuchacz wyciągnął „jedynie słuszne” wnioski.
    Dodam jeszcze tak osobiście: MEN, p. Rafalska („jeśli przedsiębiorcy nie stać na 12 zł / h, to niech już lepiej zbankrutuje”) i p. Morawiecki (tyleż tych ciekawych cytatów… hmmm… który wybrać…) będą kiedyś przyczyną wielkiego upadku „Dobrej Zmiany”. Chyba, że p. Naczelnik w porę ich wymieni 🙂
    Pozdrawiam,
    Sławomir Krzysztof Kuglarz

ZOSTAW ODPOWIEDŹ