PODZIEL SIĘ

Liberland to nowe państwo w Europie, budowane na mocnych fundamentach wolnościowych. Dziś przybliżymy garść informacji na jego temat. Po więcej natomiast zapraszamy zainteresowanych, żeby posłuchali audycji „Proste zwierciadło” autora tego wpisu, odcinka poprowadzonego wspólnie z Danielem Piesto: O Liberlandzie prawie wszystko. Warto dodać, że w projekt mocno angażują się Polacy. A z perspektywy Instytutu Mengera sprawa jest ciekawa, w związku z projektem EPPA, bo choć uwarunkowania prawne i polityczne są dość odmienne (działamy w ramach państwa polskiego), to dostrzegamy podobieństwo wielu wyzwań, i oczywiście ideałów wolności oraz przedsiębiorczości, które nam przyświecają.

Skąd się ta mikronacja wzięła?

Czeski libertarianin Vít Jedlička zauważył, że wciąż w Europie występuje obszar (około 7 km²; okazało się, że to zresztą niejedyny), do którego nie rości sobie praw żadne państwo (w prawie międzynarodowym nazywa się to terra nullius). Leży on na prawym brzegu Dunaju (plus mała wyspa) między Serbią a Chorwacją. Żaden z tych krajów nie włącza go do swojego terytorium, bo gdyby to zrobił, dałby podstawę drugiemu do rozstrzygnięcia istniejących od czasu ostatniej dużej wojny na Bałkanach sporów granicznych między nimi według tej samej reguły (albo wzdłuż obecnego biegu rzeki, albo tak, jak płynęła przed II Wojną Światową) w innych miejscach, gdzie byłoby to już na niekorzyść. Postanowił więc ogłosić powstanie nowego państwa.

Ile wolności i na jakich zasadach?

Bardzo dużo. Konstytucja i początkowy zestaw dodatkowych przepisów są opracowywane wspólnie przez zainteresowanych na GitHubie. Nie można więc mieć pewności, czy dany element się nie zmieni, ale prawie na pewno będzie to republika z prezydentem na czele (już obecnie Vít Jedlička tak się tytułuje) i parlamentem, podobna (oprócz federalności) do Stanów Zjednoczonych Ameryki w ich początkach, z tym, że z jeszcze dalej posuniętymi i lepiej zabezpieczonymi (w końcu mieliśmy jako ludzkość ponad 200 lat na teoretyczne dopracowywanie i obserwację skutków w praktyce) gwarancjami wolności dla obywateli. Kilka przykładów, żeby dać wyobrażenie: swoboda posiadania broni, zakaz prowadzenia przez państwo działalności gospodarczej, nakładania obowiązku edukacji bądź ubezpieczania się, wprowadzania innych podatków niż dopuszczone przez konstytucję, wolna bankowość, weto ludowe.

Co jest do zrobienia?

Po pierwsze, jest to inicjatywa bardzo poważna, gdy chodzi o prawo międzynarodowe. Sealandii na opuszczonej platformie na morzu, najbardziej znanej mikronacji, wystarczy spokój, nieruszanie przez Zjednoczone Królestwo ani inne silniejsze podmioty. Liberland funkcjonuje w środku sporu granicznego, koliduje z prawdopodobnymi planami rządu Chorwacji w polityce międzynarodowej, i jest z każdej strony otoczony lądem. Dlatego tym bardziej istotne są wysiłki współpracujących z założycielem prawników, dyplomatów i polityków z różnych krajów, starających się wpychać przysłowiowe nogi między drzwi i małymi krokami zwiększać szanse na oficjalne uznanie za państwo.

Po drugie, jak już wspomniałem, prawo wewnętrzne, które ma być bardzo wolnościowe, jest w trakcie opracowywania. Na razie funkcjonują tymczasowe przepisy i władza. Jeżeli się to uda, będzie to najbardziej zaawansowany projekt minarchistyczny w nowożytnej historii, detronizując ukonstytuowane w XVIII wieku USA.

Po trzecie, z wielu względów ważne jest osadnictwo. Stała obecność mieszkańców jest argumentem dla międzynarodowego uznania. Ponadto nie da się wszystkich aresztować (co chorwacka policja czyni w stosunku do jednostek i okazjonalnych grup, i nawet wczoraj jednego osadnika usunęła) – nec Hercules contra plures. I wreszcie, sprawa oczywista: coś tam musi powstać, odpowiadającego poziomowi cywilizacji, bo póki co jest dzicz (las i kilka podmokłych łąk), opuszczony stary budynek oraz dość turystyczne wciąż w swym charakterze obozowiska Liberlandczyków.

Po czwarte, potrzebne są inwestycje. I pomysłów nie brakuje. Z środkami oczywiście bywa różnie, ale i pojedyńczy bogacze, i grupy inwestorów już z zainteresowaniem podchodzą do tematu, rozmawiają, jeżdżą na miejsce, bądź przynajmniej do tymczasowej siedziby w pobliskiej knajpie w Serbii, nieformalnej ambasady Liberlandu. Pojawiają się pomysły na przykład na biznesy z zakresu edukacji, oczywiście nieruchomości i zagospodarowania przestrzennego, budownictwa, transportu (głównie jednostkami pływającymi, bo Dunaj to międzynarodowe wody śródlądowe, oraz hydroplanami, ale także mowa jest o jak najbardziej zoptymalizowanej sieci dróg), finansów, energetyki i turystyki.
Krzysztof Maczyński vel ByteEater

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułBierz nogi zapas!
Następny artykułNadchodzące wydarzenia
Uwielbiam podróże, zwiedziłem do tej pory (17 września 2015) 142 kraje, w tym tak egzotyczne, jak: Surinam, obie Gujany, Fiji, Vanuatu, Madagaskar, Malawi, Bhutan. Rwanda, Burundi, Haiti czy Myanmar. W samej Ameryce Łacińskiej, do niedawna moim ulubionym regionie, byłem przynajmniej 70 razy. Myślę, że wreszcie należałoby zacząć te wspomnienia spisywać, tym bardziej, że jest co: 4 Mundiale piłkarskie, wyrok 10 lat więzienia w Peru, spotkanie w cztery oczy z generałem Pinochetem, potem w Chiapas, z subkomendante Marcosem, wyciągałem ludzi z więzień (Panama, Abu Dabi). wspólnik ukradł mi hotel na Karaibach i parę innych historyjek.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here