PODZIEL SIĘ

Niedawno Christine Lagarde (https://www.ft.com/content/eb8dae8c-fb14-11e9-a354-36acbbb0d9b6), nowa szefowa Europejskiego Banku Centralnego (EBC), powiedziała coś, co powinno nam po raz kolejny uświadomić, że banki nie są jednak naszymi sprzymierzeńcami…

W swym cotygodniowym wystąpieniu oświadczyła niewiarygodną rzecz, mianowicie, że obywatele Unii powinni raczej skupiać się na pracy, i chronić ją jak oka w głowie, a nie na oszczędności w bankach. Co więcej, zwróciła uwagę, że w tym samym duchu prowadzona będzie w najbliższym czasie unijna polityka pieniężna. Innymi słowy, odtąd bank centralny i rzesza powiązanych z nim instytucji depozytowo – kredytowych mogą w każdej chwili zamachnąć się na nasze oszczędności, gdyż to nie one stanowią o naszym dobrobycie, lecz praca zawodowa. I to ona ma być chroniona. U pani Lagarde taki priorytet, pracy przed majątkiem, nie jest niczym szczególnym. Jako wysoka, doskonale opłacana urzędniczka unijna nie musi dbać o swoje oszczędności, bo pracę ma pewną, a zarabia miesięcznie więcej niż wynoszą oszczędności niejednego z nas.

W jej przypadku praca jest wszystkim, w naszym, bez oszczędności większość z nas nie zwiąże końca z końcem. Alternatywą dla naszych oszczędności staje się kredyt, czyli dług, a więc produkt, dzięki któremu żyje w dostatku prezeska Europejskiego Banku Centralnego i jej kamaryla. To w ich imieniu mówiła pani Lagarde. Nie wiadomo tylko, czy jest to ciche przyzwolenie na konfiskatę naszych oszczędności, czy zachęta do wzmożenia akcji kredytowej, która w równym stopniu uczyni nas niewolnikami banków. Jak znam życie, i jedno, i drugie.

Wydźwięk komentarza przywodzi na pamięć starą sztuczkę polegającą na łagodzeniu skutków zdarzenia, które wkrótce ma nastąpić. Przykładowo, w odpowiedzi na szerzące się pogłoski, że rząd wprowadzi zakaz spalania węgla, następuje masowa kampania przeciwko smogowi. Albo, przed zbliżającą się podwyżką akcyzy na cukier, alkohol i inne używki, rząd troszczy się nagle o stan zdrowia obywateli, zwracając uwagę, że spożywanie cukru i picie alkoholu szkodzi zdrowiu. Przypominają się też stare brytyjskie komedie, w których kobieta zamiast powiedzieć mężowi: „Moja mama przyjeżdża, by z nami zamieszkać na stałe”, mówi niewinnym tonem: Na pewno byłoby ci miło ujrzeć u nas moją mamę, prawda? Reszta dialogu toczącego się już po zadaniu pytania, dotyczy tego, jak miło nam będzie, gdy teściowa przyjedzie w odwiedziny, bez wspominania rzecz jasna, że pojawi się w ich domu ze sporym bagażem i to na zawsze.

Taka niespodzianka czeka wkrótce Europejczyków i resztę świata. W porównaniu z nią przyjazd teściowej, podwyżka cen alkoholu, czy cukru to pestka. W przypadku komentarza prezes EBC chodzi o coś znacznie groźniejszego, o usunięcie oszczędności z życia obywateli, co zmusi ich do życia z dnia na dzień, do egzystencji od wypłaty do wypłaty. Koncept taki jest wyrazem odwiecznych marzeń wszystkich rządzących, którego jak dotąd nie byli w stanie zrealizować. Każdy rząd rozumie bowiem, że bogactwo i/lub oszczędności stanowią fundament ludzkiej wolności. Im więcej masz pieniędzy, tym większą masz kontrolę nad swoim życiem, nad swą przyszłością. Dlatego rząd, który chce zniewolić swój naród, robi wszystko, aby stworzyć gospodarkę, w której ludzie zarobią na przeżycie, zabraknie im jednak sił i środków na normalne, godziwe życie. Co wtedy zrobią? Zwrócą się o pomoc do rządu, uzależniając od jego dobrej lub złej woli większość swych decyzji.

Jak myślicie, co sygnalizują bankierzy centralni, rządy, aparat państwowy mówiąc, że posiadanie pracy ma większe znaczenie niż oszczędzanie? – zapytuje Jeff Thomas czytelników popularnego bloga International Man. Odpowiedź jest prosta.

–  Jeśli masz zamiar obrabować ludzi z ich oszczędności, zechcesz pewnie ich na to przygotować. Wtedy cios nie będzie tak bolesny. Madame Lagard próbuje nas więc przekonać, że przecież oszczędności nie są aż tak ważne. Dużo ważniejsza jest praca. Nie martw się o swoje pieniądze, ty się lepiej martw o pracę. My, rząd, państwo zajmiemy się całą resztą.

A czymże jest ta cała reszta? To, rzecz jasna, negatywne stopy procentowe, które burzą sens oszczędzania. To także bańki spekulacyjne i, towarzysząca im, coraz wyższa inflacja, to wreszcie kontrola kapitału w postaci, chociażby, społeczeństwa bezgotówkowego.         W sukurs pani prezes idą możni tego świata, którzy uchwalili właśnie w Davos, że ludzie będą szczęśliwsi, gdy zamknie się ich działalność ekonomiczną, gospodarczą w czterech ścianach systemu bankowego. Nie będą mieli problemów z depozytami, lokatami, kursami i wymianą walut, czy wyliczeniami wysokości daniny, a raczej haraczu dla państwa. Przepływ naszych pieniędzy podlegać będzie kontroli i nadzorowi – tak jest przecież łatwiej. Cały majątek figurować będzie w formie cyfrowej, broń Boże w gotówce, złocie, czy jakimś innym pieniądzu towarowym.

W ten sposób, jeden wielki bank będzie zarządzał naszymi pieniędzmi, licząc sobie za to, tyle, ile będzie uważał za słuszne, bo przecież nie ma konkurencji; posiada monopol. Jeśli akurat zabraknie nam pieniędzy, tenże sam bank – dobrodziej, udzieli nam natychmiastowego kredytu pod zastaw przyszłych pensji (stąd ta troska p. Lagarde o naszą pracę), hipotek, czy innych tytułów własności. Oczywiście, cena takiego kredytu też będzie monopolowa. A gdyby tak powinęła nam się noga i stracilibyśmy pracę, tenże sam bank przejmie nasze hipoteki i tytuły własności, które są przecież zastawem naszych długów. Nietrudno się domyślić, że w krótkim czasie majątek większości z nas, a na pewno klasy średniej zostanie przejęty przez banki, które są własnością 0,01 procenta elit, które Mme  Christine Lagarde na prezeskę nominowały, za co jest im wdzięczna i już dzisiaj, na długo zanim zakaże nam się obrotu gotówką i wpędzi w sidła banków, jest protektorem i sojusznikiem przygotowującym ludzi do nowej rzeczywistości. W tej rzeczywistości, pisze Thomas, będziemy żyć jak rośliny:

– Kiedyś nasi przodkowie żyli na wolności, później w uprawnych ogrodach, w przyszłości przyjdzie nam żyć jako okazy hodowane hydroponicznie; będziemy się żywić wodą z dodatkiem składników odżywczych zalecanych nam przez hodowców bankierów, abyśmy tylko byli zdrowi i produktywni… I tyle!

Właśnie do tego dążą współczesne rządy, nasi dobroczyńcy, władcy państw opiekuńczych, giganci kompradorskiego kapitalizmu. Jeśli uświadomimy sobie za Leninem, że każdy rząd jest pasożytem, ​​to oczywiste, że pasożyt ten chciałby zminimalizować swój życiowy wysiłek i koszty, maksymalizując jednocześnie to, co może wydobyć od swych nosicieli, ludzi.

Pierwszym etapem tego procesu jest prowadzona od prawie 10 lat polityka zerowych stóp procentowych, która jest de facto wojną z ciułaczami i emerytami. Obie te grupy zostały pozbawione owoców swego oszczędzania w postaci odsetek, równocześnie, głównym beneficjentem ich darmowych pieniędzy stały się banki, które tym samym przejęły kontrolę nad robotniczymi mrówkami, czyniąc nas swymi sługami. Tym, co dodaje sytuacji dramatyzmu jest rozwój technologiczny, która proces przejęcia i zniewolenia ułatwia i przyspiesza. Już w niedalekiej przyszłości w rękach banków i rządów znajdzie się  technologia umożliwiająca monitorowanie każdej najmniejszej nawet transakcji finansowej – od kupna napoju w automacie, po zakup pakietu kontrolnego, czy nieruchomości. Pełne monitorowanie jest już tylko kwestią czasu, podobnie jak kwestią czasu jest decydowanie o tym, czy dana transakcja może się odbyć, czy nie.

Pół biedy, gdyby ludzie w odpowiedzi na to zniewolenie tradycyjnie wyszli na ulicę, zawołali: No pasaran! I zaczęli palić komitety. Problem w tym, że nie tylko nie wyjdą, ale wręcz powitają zniewolenie jako kolejny krok do poszerzenia zakresu komfortu ich życia. Wsparci przez tzw. intelektualistów, przez media, straszeni zagrożeniami w postaci finansowania terroryzmu, prania brudnych pieniędzy, ekosceptycyzmu, rasizmu, mowy nienawiści, seksizmu i innych atrybutów Imperium Zła, ludzie mogą się opowiedzieć za  nowinkami, a nawet je poprzeć.

– Cóż to takiego, że bank kontroluje zakup mojego drinka czy nawet skręta? Też mi problem!

Taka transakcja istotnie nie jest problemem. Może się jednak okazać, że bank – z powodu trudności którejś ze swoich jednostek terenowych – nie pozwoli ci wyjechać na wieś do rodziny, czy tym bardziej zagranicę. Na pewno jednak nie będziesz w stanie opuścić swego raju i przenieść majątku gdzie cię oczy poniosą. W Polsce już tak bywało i to przez bardzo długo, i bardzo dotkliwie.

To wszystko to tylko powtórka z totalitaryzmu. I właśnie o to chodzi p. Lagarde i jej poplecznikom z Davos, Brukseli czy Manhattanu.

Opr. Jan Bereta

Milionerstwo.pl

2 KOMENTARZE

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here