PODZIEL SIĘ

„Podatki to kradzież” to popularny slogan libertarian. Daje on wyraz przekonaniu, że działania państwa powinniśmy oceniać wedle tych samych kryteriów moralnych, co działania innych jednostek czy podmiotów.

Dlaczego podatki można uznać za formę kradzieży.

Wyobraźmy sobie, że założyłem organizację charytatywną pomagającą ubogim[1]. Niestety datki przekazuje mi niewystarczająca liczba darczyńców, skutkiem czego wielu biednych ludzi nadal cierpi głód. Postanawiam zatem rozwiązać ten problem następująco: rozglądam się za zamożnymi osobami na ulicy, przykładam im pistolet do skroni i żądam, by oddali mi swoje pieniądze. Sam przekazuje je mojej organizacji, która dzięki temu nareszcie dysponuje środkami umożliwiającymi nakarmienie i odzianie wszystkich potrzebujących.

W takim scenariuszu zostałbym uznany za złodzieja. Dlaczego? Nasuwa się odpowiedź: ponieważ odbieram innym ludziom własność bez ich zgody. Tak się składa, że podkreślony fragment to dokładna definicja „kradzieży”. Do „odbierania bez zgody” zalicza się odbieranie z wykorzystaniem groźby użycia przemocy wobec innych, jak to ma miejsce w tym przykładzie. Pozostaje to faktem bez względu na to, co z odebranymi pieniędzmi zrobię. Nikt nie powie raczej: „Oh, przekazałeś te pieniądze ubogim? W takim wypadku odebranie ludziom pieniędzy bez ich zgody to jednak nie kradzież”. Można rzecz jasna sądzić, że była to kradzież o pozytywnych skutkach społecznych, ale nadal była to kradzież.

No dobrze, przejdźmy do analizy podatków. Gdy państwo „opodatkowuje” obywateli, oznacza to, że domaga się ono od każdego z nich pieniędzy pod groźbą użycia przemocy: jeśli nie zapłacisz, uzbrojone jednostki opłacane przez państwo przyjdą po ciebie i wsadzą cię do więzienia. Takie działanie wydaje się wręcz książkowym przykładem odbierania własności innych bez ich zgody. A zatem państwo jest złodziejem. Wniosek ten pozostaje na mocy niezależnie od tego, czy państwo przeznacza zawłaszczone fundusze na szczytne cele (czy to robi oraz z jaką skutecznością, to osobna kwestia). I znowu – można argumentować, że podatki to korzystna społecznie forma kradzieży, ale nadal jest to kradzież.

Trzy kontrargumenty.

Większość ludzi sprzeciwia się nazywaniu podatków kradzieżą. Na jakiej podstawie? Poniżej przedstawiam trzy popularne argumenty oraz ich krytykę.

Argument pierwszy

Podatków nie można uznać za kradzież, ponieważ obywatele zgodzili się je płacić. Podatki są elementem „umowy społecznej” między państwem a obywatelami, w ramach której ci drudzy godzą się płacić podatki i przestrzegać praw, w zamian za protekcję tego pierwszego. Każdy kto korzysta z usług publicznych (takich jak drogi, szkoły czy policja) i pozostaje na terytorium danego państwa, wyraża w ten sposób akceptację tejże umowy społecznej[2].

Odpowiedź na argument pierwszy

Nie ma żadnej umowy społecznej[3]. Państwo nigdy takiej umowy nie stworzyło, nie zaproponowało, ani też nikt takowej nie podpisywał.

Mimo to, korzystanie z usług publicznych mogłoby implikować zgodę na opłacanie tych usług, gdyby ludzie z nich niekorzystający nie byli zmuszani do kontrybucji. W rzeczywistości jednak państwo zmusza obywateli do płacenia podatków bez względu na to czy korzystają z usług publicznych czy nie. A zatem, fakt korzystania z usług państwa nie świadczy o zgodzie na płacenie podatków.

Pozostawanie obecnym na „terytorium państwa” również nie świadczy o akceptacji rzekomej umowy społecznej. A to dlatego, że państwo nie jest faktycznym właścicielem całego obszaru, który nazywa swoim „terytorium”; obszar ten w większości jest własnością prywatnych jednostek. Jeżeli posiadam ziemię, na której mieszkają bądź pracują inni ludzie, mogę zażądać od nich, by uiścili odpowiednią opłatę lub teren opuścili. Jeśli natomiast ludzie ci przebywają na swojej ziemi, nie mam prawa domagać się, by mi płacili bądź się wynieśli. Czyniąc tak, postąpiłbym jak złodziej. Podobnie, gdy państwo żąda od nas byśmy przekazywali mu pieniądze lub przenieśli się gdzie indziej, postępuje jak złodziej.

Argument drugi

Państwo nie może być złodziejem, ponieważ to państwo definiuje prawa własności w ramach władzy legislacyjnej. Państwo może zwyczajnie ustanowić prawa mówiące, że pieniądze, które powinieneś zapłacić w podatkach tak naprawdę nie należą w ogóle do ciebie; to pieniądze państwa[4].

Odpowiedź na argument drugi

Argument ten bazuje na dwóch założeniach: (1) nie istnieją żadne prawa własności niezależne od legislatury państwowej oraz (2) państwo może tworzyć prawa własności deklarując po prostu, że coś należy do kogoś. Nie ma jasnych powodów, by akceptować żadne z tych, zupełnie zresztą nieintuicyjnych, założeń.

Wyobraź sobie, że udajesz się gdzieś w odległe rejony niepodlegające jurysdykcji żadnego państwa, gdzie spotykasz pustelnika, który niezbędne do życia zasoby czerpie z natury. Osobnik ten poluje na zwierzęta własnoręcznie wykonaną dzidą, co wzbudza twoje zainteresowanie i rozbudza wyobraźnię. Odchodząc decydujesz się (bez zgody pustelnika) zabrać tę dzidę ze sobą. Zasadne wydaje się w takiej sytuacji stwierdzenie, że dzida została przez ciebie „skradziona”. Obala to założenie (1).

Następnie wyobraź sobie, że jesteś niewolnikiem na Południu dziewiętnastowiecznych Stanów Zjednoczonych. Załóżmy, że postanawiasz uciec bez zgody swojego pana. Jeżeli założenie (2) jest zasadne, byłoby to pogwałceniem praw własności twojego pana na skutek ukradzenia samego siebie. Zauważ, że naruszyłbyś w ten sposób nie tylko prawo podmiotowe. Jeśli założenie (2) jest słuszne, państwo poprzez ustanawiane przepisy, kreuje także prawa i obowiązki natury moralnej, a więc uciekając pogwałciłbyś również moralne prawo twojego pana. W ten sposób obaliliśmy założenie (2).

Argument trzeci

Podatki są opłatą, którą państwo pobiera w zamian za zapewnianie praworządności i porządku publicznego. Bez podatków państwo nie mogłoby pełnić swoich funkcji, załamałby się porządek społeczny i w konsekwencji nie mielibyśmy żadnych pieniędzy. Podatki to nie kradzież, bowiem złodzieje nie zapewniają cennych usług, nie mówiąc już o usługach umożliwiających ci w pierwszej kolejności zdobycie pieniędzy, z których następnie potrącana jest jedynie część[5].

Odpowiedź na argument trzeci

Wyobraź sobie, że przykładam ci pistolet do skroni i odbieram 20 dolarów. W zamian za to zostawiam ci jedną z moich książek. Gdy po jakimś czasie widzisz mnie na ulicy bez broni, publicznie nazywasz mnie złodziejem i żądasz zwrotu pieniędzy. „Zaraz, zaraz”, odpowiadam, „nie jestem złodziejem, gdyż w zamian za twoje pieniądze dałem ci coś cennego”. Prawdą jest, że nigdy o moją książkę nie prosiłeś, ale to dobra książka warta znacznie więcej niż 20 dolarów”.

Taka odpowiedź byłaby z mojej strony krętactwem. Nie ma żadnego znaczenia to, że w zamian za twoje pieniądze dałem ci książkę, ani też to, czy książka ta rzeczywiście warta jest więcej niż 20 dolarów. Ważne jest to, że odebrałem ci pieniądze bez twojej zgody.

Nie ma również znaczenia to, czy na tej „transakcji” skorzystałeś. Załóżmy, że (niezdolny przekonać mnie do odwołania wymiany) decydujesz się moją książkę przeczytać, a ta okazuje się zawierać tak wiele wartościowej wiedzy i porad, że ostatecznie twoja pozycja jest znacznie lepsza (także pod względem finansowym), niż zanim w ogóle na mnie trafiłeś. Nie zmienia to faktu, że jestem złodziejem. Nieistotna jest tu również chronologia: jeżeli najpierw dałbym ci książkę, następnie odczekał, aż dzięki niej odniesiesz korzyści finansowe i dopiero wtedy siłą odebrał ci część zarobionych pieniędzy, nadal byłbym złodziejem.

Wniosek: Odbieranie własności innych ludzi bez ich zgody jest kradzieżą, nawet jeśli na skutkach kradzieży korzystają także oni i nawet jeśli złodziej wcześniej pomógł im tę własność zdobyć.

Co zatem jeśli podatki to faktycznie kradzież?

Czy jeśli uznamy, że podatki to kradzież, oznacza to, że powinniśmy domagać się zniesienia wszystkich form opodatkowania? Niekoniecznie. Niektóre kradzieże mogą być uzasadnione. Jeśli musisz ukraść bochenek chleba, bo inaczej umrzesz z głodu, można to usprawiedliwić. Podobnie, jeżeli jakaś ilość funduszy jest państwu niezbędna do zapobiegania rozmaitym tragicznym rezultatom – takim jak rozpad porządku społecznego – pewne formy opodatkowania mogą być uzasadnione.

Dlaczego zatem ważne jest ustalenie czy podatki to kradzież? Ponieważ mimo iż kradzież możebyś uzasadniona, zazwyczaj uzasadniona nie jest. Bez poważnych powodów kradzieży nie daje się usprawiedliwić. Co kwalifikuje się jako poważne powody, wykracza poza zakres tego artykułu. W ramach przykładu możemy jednak powiedzieć, że nie da się uzasadnić kradzieży pieniędzy po to, by, powiedzmy, kupić sobie ładny obraz. Na tej samej zasadzie, jeśli podatki to kradzież, nie da się uzasadnić pobierania podatków celem finansowania muzeum czy galerii sztuki.

Innymi słowy, teza która mówi, że „podatki to kradzież” wpływa na podnoszenie standardów w kwestii akceptacji celów na rzecz których podatki się ustanawia. Gdy państwo planuje wydać na coś pieniądze (wsparcie sztuki, program kosmiczny, system emerytalny, czy cokolwiek innego), powinniśmy zadawać sobie pytanie: czy uzasadnione byłoby okraść kogoś celem sfinansowania tego rodzaju programu? Jeśli nie, nieuzasadniony jest również pobór podatków na ten cel – bowiem podatki to kradzież.

Powyższy tekst Michela Huemera w oryginale ukazał się 16 marca 2017 roku na portalu LIBERTARIANISM.org
Przekład: Krzysztof Zuber

[1] Przykład ten zaczerpnąłem z książki The Problem of Political Authority autorstwa Michaela Huemera. (New York: Palgrave Macmillan, 2013), 3-4, 154.

[2] Zob. John Locke, Drugi traktat o rządzie (Warszawa: Wyd. Aletheia, 2015).

[3] Problematykę koncepcji umowy społecznej szczegółowo wyjaśnia Huemer w The Problem of Political Authority, rozdział 2.

[4] Zob. Liam Murphy i Thomas Nagel, The Myth of Ownership: Taxes and Justice (Oxford: Oxford University Press, 2002), s. 58.

[5] Zob. Murphy i Nagel op. cit, s 32-3; Stephen Holmes i Cass Sunstein, The Cost of Rights: Why Liberty Depends on Taxes (New York: W.W. Norton, 1999), rozdział 3. Szerszą odpowiedź na argument trzeci znajdziesz w tekście Michaela Huemera „Is Wealth Redistribution a Rights Violation?” [w]  The Routledge Handbook of Libertarianism, red. Jason Brennan, David Schmidtz, Bas van der Vossen (Routledge, mający się ukazać).

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułKonkurs
Następny artykułMasowa konfiskata mienia w imię tzw. prawa
Uwielbiam podróże, zwiedziłem do tej pory (17 września 2015) 142 kraje, w tym tak egzotyczne, jak: Surinam, obie Gujany, Fiji, Vanuatu, Madagaskar, Malawi, Bhutan. Rwanda, Burundi, Haiti czy Myanmar. W samej Ameryce Łacińskiej, do niedawna moim ulubionym regionie, byłem przynajmniej 70 razy. Myślę, że wreszcie należałoby zacząć te wspomnienia spisywać, tym bardziej, że jest co: 4 Mundiale piłkarskie, wyrok 10 lat więzienia w Peru, spotkanie w cztery oczy z generałem Pinochetem, potem w Chiapas, z subkomendante Marcosem, wyciągałem ludzi z więzień (Panama, Abu Dabi). wspólnik ukradł mi hotel na Karaibach i parę innych historyjek.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here