PODZIEL SIĘ
W dalszym ciągu żaden polityk, czy to liberał, socjalista czy prawicowiec nie odważy się zająknąć, że państwo swoich pieniędzy nie ma i to co rozda Iksowi, zabierze (a właściwie skradnie) Ygrekowi. 

Oto ciekawy tekst na ten temat.

Platformę ciężko było uznać za ugrupowanie wolnorynkowe, do czasu ostatnich wyborów starała się ona kreować – przynajmniej w konfrontacji z PiS-em – na tę partię, która bardziej tego typu rozwiązaniom sprzyja. Teraz jednak zmieniono kierunek, bowiem to PO rzuca na stół bardziej rozdawnicze propozycje niż Prawo i Sprawiedliwość.

Rozmaite nowe programy redystrybucyjne podlane  „narodowymi” projektami infrastrukturalnymi, czy biznesowymi sprawiają, że obecnie rządzącą w Polsce partię ciężko nazwać inaczej niż narodowo-socjalistyczną. Choć rozdawnictwo po części finansowane jest zadłużeniem, a po części ogromnymi kwotami zabieranymi co miesiąc z kieszeni Polaków, wydaje się, że większość głosujących nadal nie dostrzega, że długi te kiedyś przyjdzie spłacać, a za każdym „dam” stoi „zabieram”. Choć w naszej historii bywały momenty, gdy rozdawnictwo miało mniejszy posłuch, teraz wydaje się, że to znów ono jest jednym z głównych kluczy do podnoszenia sondażowych słupków.

Dostrzegła to Platforma Obywatelska, która wcześniej była postrzegana jako opcja bardziej wolnorynkowa (o ile w stosunku do tej partii można użyć takiego określenia), niż Prawo i Sprawiedliwość. Teraz jednak, gdy PiS w swoim flagowym projekcie zadłużając kraj rozdaje 500 zł, będąca w opozycji PO program ten krytykuje z nieco innego punktu, niż pewnie krytykowałaby jeszcze kilka lat temu. Mogłaby bowiem uporczywie przekonywać, że jest to rozdawnictwo, które i tak polskiego systemu emerytalnego nie uzdrowi, a gospodarce na dłuższą metę przyniesie problemy. Zamiast tego jednak Platforma krzyczy, że PiS nie dotrzymał obietnicy obwarowując program 500+ pewnymi progami. Opozycyjna partia nie tylko więc nie krytykuje podstaw flagowego projektu PiS, ale wręcz próbuje go przelicytować. „My damy 500 zł na każde dziecko, a nie na wybrane” – mówi Platforma. Tylko czekać, aż ktoś zaproponuje 1000+. A co, stać nas!

Temat emerytów wyprze 500+

Problem z programem 500+ polega jednak na tym, że jest to już nieco zgrana płyta. Oczywiście propozycja zniesienia tego programu, w obecnych warunkach byłaby – niestety – politycznym samobójstwem, wyborcę jednak już na to hasło kupiono i w kolejnej kampanii rozgrywka będzie się już toczyła na nowe zachęty. Przygotowanie na nią jedynie „rozszerzonego” programu 500+ można by porównać do casusu Francji z początku II wojny światowej. Wojska świetnie przygotowano do realiów walki z I wojny światowej, tymczasem Niemcy „zaproponowali” Blitzkrieg i Francja musiała ratować się kapitulacją.

W jakie tony będzie więc warto uderzyć w przyszłych wyborach? Np. w emerytury. Przy obecnych trendach demograficznych i obowiązujących zasadach przechodzenia na emeryturę, emeryci, albo osoby emerytury bliskie, stanowią coraz większą siłę. Gdy kiedyś mówiło się, że wybory wygrywa się głosami młodych z miast, teraz może się okazać, że kluczowe będą głosy właśnie emerytów.

Jak kupić głosy emerytów? PO daje 11,6 mld zł

Platforma – politycznie – ma jednak z emerytami kilka poważnych problemów. Pierwszy to fakt, że zazwyczaj grupę tę uznawano za „pancerny” elektorat PiS. Inna sprawa, że elektorat PO także – siłą rzeczy – się starzeje, wkrótce więc zagadnienie to może stracić na znaczeniu. Z drugim jednak może być nieco trudniej. Platforma po „reformie” OFE i wydłużeniu wieku emerytalnego w oczach obywatela 50+ wygląda zdecydowanie gorzej niż PiS, który ów wiek obniżył i dodatkowo zaproponował „darmowe” leki (które darmowe nie są, ale hasło ładnie brzmi).

Odwrócić kartę Platformy ma propozycja trzynastej emerytury, który chyba wprost można nazwać próbą kupienia głosów starszej części społeczeństwa za 11,6 mld zł rocznie. PO chce więc pójść sprawdzoną drogą, którą wskazało 500+, trafiając jednak do grupy społecznej, która będzie odgrywała coraz większą rolę w nadchodzących wyborach.

Licytację czas zacząć!

To oczywiście zwykłe licytowanie się na rozdawnictwo, które dla gospodarki nie zapowiada niczego dobrego. Największymi przegranymi, choć może tego jeszcze nie zauważają, będą Ci, którzy na emerytalne 13-stki załapać się nie zdążą, polski system emerytalny bowiem już stoi pod ścianą. 13-stka – z całym szacunkiem dla emerytów, którzy oczywiście swoje składki sumiennie odprowadzali – najlepszym pomysłem na jego naprawę zdecydowanie nie jest. Odczuwamy to już teraz i z każdym rokiem problem będzie rósł. Zwykłe rozdawnictwo może go tylko pogłębiać. Tym bardziej, że licytacja PiS-u i PO na „świetne” emerytalne pomysły może dopiero się zaczynać.

Ale kto by się tam przejmował przyszłością. Kto by się też przejmował, że zamiast „rozdawać” te wszystkie miliardy, można by np. obniżyć podatki i sprawić, by Polakom po prostu żyło się łatwiej (by nie powiedzieć lepiej, ta płyta też już jest zgrana).  Jak już na początku ustaliliśmy, rozdawnictwo jest teraz w „cenie”, z politycznego punktu widzenia pomysł PO wydaje się więc celnym strzałem. Gdy już obie partie zaczną prześmigiwać się, kto da obywatelowi więcej, o rezultacie pojedynku między nimi zadecyduje najprawdopodobniej stary antagonizm – PO, czyli „Europa” lub PiS, czyli „patriotyzm”*. Tutaj wynik już wcale nie musi być tak oczywisty. Szczególnie, że PiS będzie poturbowany po czterech latach u władzy, to Platformie będzie więc łatwiej atakować.

*W obu przypadkach cudzysłowie użyte celowo, zarówno powiem PO pokracznie rozumie Europę, jak i PiS pokracznie rozumie patriotyzm. Tym bardziej obie partie nie mają monopolu na te określenia. To jednak temat na osobny artykuł.

Nie tylko dwie partie

Oczywiście powyższa analiza spłaszcza polityczną mapę kraju do duopolu PiS-PO, skupiłem się jednak tylko na tych dwóch partiach, dlatego że to one w przeciągu ostatnich lat miały w Polsce władze i są obecnie dwoma największymi graczami w Parlamencie. Nie można jednak zapominać o alternatywach. Warto wskazać choćby dwa podstawowe powody. Po pierwsze, dlatego że – co zostało powyżej nakreślone – zarówno pomysły PO, jak i PiS-u dla Polski skończą się, prędzej czy później, gospodarczą katastrofą. Po drugie zaś, dlatego że każde wybory mają swojego czarnego konia – był Palikot, był Korwin, był Kukiz, był Petru (który zresztą przyjął retorykę wcześniejszej PO). Popieranie innej partii niż PO i PiS wcale nie jest więc głosem straconym.

Adam Torchała

Bankier.pl

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułMenger na Wall Street
Następny artykułLiberalizm – ulubiony chłopiec do bicia
Uwielbiam podróże, zwiedziłem do tej pory (17 września 2015) 142 kraje, w tym tak egzotyczne, jak: Surinam, obie Gujany, Fiji, Vanuatu, Madagaskar, Malawi, Bhutan. Rwanda, Burundi, Haiti czy Myanmar. W samej Ameryce Łacińskiej, do niedawna moim ulubionym regionie, byłem przynajmniej 70 razy. Myślę, że wreszcie należałoby zacząć te wspomnienia spisywać, tym bardziej, że jest co: 4 Mundiale piłkarskie, wyrok 10 lat więzienia w Peru, spotkanie w cztery oczy z generałem Pinochetem, potem w Chiapas, z subkomendante Marcosem, wyciągałem ludzi z więzień (Panama, Abu Dabi). wspólnik ukradł mi hotel na Karaibach i parę innych historyjek.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here