PODZIEL SIĘ

Tekst ten dedykuję ku przestrodze medialnym

                                        wrogom prezydenta Donalda Trumpa  

Amerykańskie, a właściwie wszystkie światowe media, z nieukrywaną satysfakcją podkreślają niskie notowania popularności i poparcia prezydenta Donalda Trumpa, rozkoszując się nadzieją na niechybny impeachment i pozbycie się człowieka, który zdaniem establishmentu nie nadaje się na prezydenta. Co prawda, żadnych konkretnych zarzutów prezydentowi się nie stawia, a te o których jest głośno to przeważnie stek kłamstw i zmyśleń, w świat idzie wieść, że Ameryka jest kierowana przez niekompetentnego  tyrana, który znęca się nad narodem. Taką retoryką zarażone są także media polskie, którym w sukurs idą tzw. amerykaniści.

Mimo iż zwolennicy Trumpa, a jest ich wciąż niemało, doniesień medialnych na temat prezydenta nie traktują poważnie, siłą rzeczy poddają się presji lewicowej antypropagandy, wypatrując  na nielicznych blogach nie skażonych ideowo, chociażby szczypty prawdy. I oto w przeddzień świąt Bożego Narodzenia, wyjątkowo  spopularyzowanych w tym roku przez Donalda Trumpa i jego apel, by nie ulegać poprawności politycznej i przestać się wstydzić własnego wyznania (Zawołanie Merry Christmas słuchać było nawet w etnicznie żydowskich stacjach radiowych.) na blogach ukazał się dość zaskakujący – nawet dla biografów prezydenta – tekst o mało znanych faktach z życia POTUSA. Jego autorką jest Liza Crokin, która od ponad dekady szpera w życiorysie Donalda Trumpa i publikuje na łamach prasy kolorowej każdy – najbardziej osobisty i plotkarski jego krok, za co – jak sama podkreśla – żyje nie gorzej niż sam bohater jej artykułów. Pani Crokin, która zdawałoby się wie na temat Donalda Trumpa bardzo wiele, o większości odkrytych przez siebie historii nie tylko nie słyszała, ale wręcz uznała je początkowo za nieprawdopodobne. Tym, co ją szczególnie zadziwiło było to, że nie znalazła ani jednej historii, która stawiałaby obecnego prezydenta w negatywnych czy wręcz nieprzychylnym świetle. Pod tym względem prezydent biznesmen, a przede wszystkim Donald Trump miliarder, różni się od większości swoich poprzedników na fotelu w Białym Domu. Tym, co wzbudziło największe zaskoczenie autorki, ale i Czytelników, był fakt, że sam Trump prawie w ogóle na temat tych incydentów z życia nie wspomina.

Trumpm, pisze Liza Crokin, jest człowiek niemal bez zarzutu; jest powściągliwy, przyzwoity i porządny. Nie pali, nie pije. W przeciwieństwie do większości ludzi z pierwszych stron gazet nigdy nie sięgnął po narkotyki. To człowiek ciężko pracujący i oddanym rodzinie. Co więcej, jest jednym z najhojniejszych filantropów w USA. Na pytanie, ile przeznacza na pomoc dla ubogich czy dotkniętych cierpieniem? Crokin pisze: „więcej niż warta jest jego słynna nowojorska „złota mansarda” oceniana na ponad 100 milionów dolarów”.

To nie wszystko – dodaje dziennikarka – w roku 1986, a więc w początkach swej kariery w biznesie, Trump zapobiegł licytacji rodzinnej farmy Annabell Hill, której mąż z desperacji popełnił samobójstwo. Trump, poruszony radiowym apelem p. Hill, bez większego namysłu, zatelefonował do organizatorów licytacji, aby ją wstrzymali, gdyż on zamierza właśnie wysłać Hillom pieniądze, za które ich farma i dom zostaną wykupione. I tak się stało.

Dwa lata później, w 1988, jednak z linii lotnicza odmówiła transportowania, ciężko chorego chłopca, Andrew Tena, z ortodoksyjnej rodziny żydowskiej, z jego miejsca zamieszkania w Los Angeles do kliniki w Nowym Jorku, gdzie miał się odbyć ratujący życie chłopca zabieg. Oburzeni postępowaniem linii lotniczej, której nie podobało się to, że choremu mają towarzyszyć ratujące życie urządzenia, zwrócili się o pomoc do Trumpa. Bez chwili zwłoki, przedsiębiorca wysłał po chorego chłopca swój własny samolot, którym przewieziono Andrew na zabieg.

Inne poruszające zdarzenie miało miejsce w 1991. Oto, wbrew wcześniejszym, ustaleniom, samolot mający przywieźć do jednostki wojskowej w Lejune w Północnej Karolinie oddział powracających z bliskowschodniego frontu wojennego, 200 komandosów, został omyłkowo uziemiony. Dla wyczekujących na swych ojców, synów, braci rodzin był to wstrząs.  Gdy o sprawie opowiedziano Donaldowi Trumpowi, n.b. absolwentowi Nowojorskiej Akademii Wojskowej, którą ukończył w stopniu kapitana, bez chwili wahania wysłał po komandosów swój prywatny samolot i przywiózł ich – w dwóch osobnych rejsach – do domu na czas.

W 1995 roku, limuzyna wioząca Donalda Trumpa złapała gumę. Z kłopotu wyratował biznesmena przejeżdżający obok kierowca, pomagając wymienić bez słowa oponę w uszkodzonym kole. Trump zapytał życzliwego kierowcę, w jaki sposób może mu się zrewanżować za pomoc? Może pan kupić bukiet kwiatów dla mojej żony, która pewnie się teraz denerwuje, że mnie tak długo w domu nie ma. Kilka dni później, posłaniec wręczył  zaskoczonej małżonce piękny bukiet od Donalda Trumpa. Za kolejne parę dni, na ręce małżeństwa nadeszło pismo z banku informujące, że oto na ich konto wpłynął przelew bankowy, dzięki któremu została zaspokojony w całości ich kredyt hipoteczny.
W 2000 roku w programie Maury Povicha wystąpiła ciężko chora dziewczynka imieniem Megan, zmagająca się od lat z rzadką, wrodzoną chorobą. Poruszony historią dziecka, Trump przekazał dziewczynce i jej rodzinie pokaźną darowiznę z przeznaczeniem na koszty leczenia dziecka. W 2008 roku, po tym, jak matka i brat, aktorki i laureatki nagrody Oskara, Jennifer Hudson, zostali w Chicago tragicznie zamordowani, Trump umieścił ją i jej rodzinę za darmo w swoim chicagowskim hotelu „Trump”, „aby zapewnić tym ludziom komfort w trudnych chwilach życiowej tragedii”.

W 2013 roku, kierowca nowojorskiego autobusu, Darnell Barton, zauważył na barierze brooklyńskiego mostu kobietę gotującą się do skoku. Zatrzymał autobus, wysiadł, podszedł do kobiety, otoczył ją ramieniem i wyperswadował samobójstwo. Kiedy Trump się o tym dowiedział, wysłał kierowcy autobusu zasobny czek z dopiskiem, że „każdy dobry uczynek zasługuje na nagrodę”. Z podobnego motywu, w 2014 roku przekazał sierżantowi, Andrew Tamoressi, czek na 25 tysięcy dolarów, jako rekompensatę za siedem miesięcy spędzonych w meksykańskim więzieniu za przypadkowe przekroczenie granicy między USA i Meksykiem. Prezydent Barack Obama, do którego żołnierz zwrócił się o interwencję, nawet nie próbował mu pomóc.

Dziwny ten prezydent Trump, nie uważacie? – pyta retorycznie Liza Crokin.

Zaskakująca jest skromność człowieka sekowanego na oślep przez wrogi mu ideowo obóz polityczny, a zwłaszcza cynizm i ignorancja lewicy, której nie nauczyła niczego lekcja z kampanii wyborczej, kiedy to ośrodki badania opinii publicznej, media i eksperci przekreślali szansę zwycięstwa tego „dziwnego, niekompetentnego faceta”. Na szczęście są jeszcze dziennikarze, którym bardziej zależy na prawdzie, niż na poprawności politycznej i podejrzanym interesom, a także wyborcy, którzy lubią takich dziwaków.

 

Jan Bereta

 

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułPaństwo śmieciowe vs. państwo nie śmieciowe
Następny artykułCzy rynek naprawdę trzeba poprawiać?
Uwielbiam podróże, zwiedziłem do tej pory (17 września 2015) 142 kraje, w tym tak egzotyczne, jak: Surinam, obie Gujany, Fiji, Vanuatu, Madagaskar, Malawi, Bhutan. Rwanda, Burundi, Haiti czy Myanmar. W samej Ameryce Łacińskiej, do niedawna moim ulubionym regionie, byłem przynajmniej 70 razy. Myślę, że wreszcie należałoby zacząć te wspomnienia spisywać, tym bardziej, że jest co: 4 Mundiale piłkarskie, wyrok 10 lat więzienia w Peru, spotkanie w cztery oczy z generałem Pinochetem, potem w Chiapas, z subkomendante Marcosem, wyciągałem ludzi z więzień (Panama, Abu Dabi). wspólnik ukradł mi hotel na Karaibach i parę innych historyjek.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here