PODZIEL SIĘ

Wraz z ustanowieniem państwa i określonych w terenie granic państwowych, „imigracja” nabiera zupełnie nowego znaczenia. W ładzie naturalnym imigracja to migracja osoby z jednej społeczności sąsiedzkiej do innej (mikromigracja). W warunkach państwowych natomiast imigracja to migracja „cudzoziemców” przez granice państwowe, a decyzję o tym, kogo wpuścić, a kogo wykluczyć i pod jakimi warunkami, podejmują nie liczni niezależni właściciele własności prywatnej lub osiedla złożone z takich właścicieli, ale pojedynczy, centralny (i centralizujący) rząd państwowy jako ostateczny suweren wszystkich mieszkańców i ich własności (makromigracja). Jeśli miejscowy właściciel zaprasza kogoś i zapewnia mu dostęp do swojej własności, ale rząd wyklucza tę osobę z terytorium państwa, jest to przypadek przymusowego wykluczenia (zjawiska nie występującego w ładzie naturalnym). Z drugiej strony, jeżeli rząd wpuszcza kogoś, choć żaden miejscowy właściciel nie zaprosił tej osoby na swoją posesję, jest to przykład przymusowej integracji (także nie istniejącej w ładzie naturalnym, gdzie wszelkie ruchy zależą od zaproszenia).

III

Aby uzmysłowić sobie znaczenie przejścia od zdecentralizowanego wpuszczania przez zbiorowość właścicieli posesji i związków właścicieli (mikromigracji) do scentralizowanego wpuszczania przez państwo (makromigracji), a w szczególności możliwość przymusowej integracji w warunkach istnienia państwa, trzeba najpierw pokrótce rozważyć państwową politykę migracji wewnętrznej. Na podstawie definicji państwa jako monopolisty terytorialnego w dziedzinie prawodawstwa i opodatkowania oraz założenia o „własnym interesie” można przewidzieć podstawowe cechy jego polityki.

Przede wszystkim można się spodziewać, że przedstawiciele państwa będą zainteresowani zwiększeniem (maksymalizacją) przychodów podatkowych i/lub rozszerzeniem zakresu legislacyjnego naruszania istniejących praw własności, ale będą mieli niewielki lub żaden interes w tym, by faktycznie robić to, co państwo rzekomo robić powinno: chronić właścicieli własności prywatnej i ich majątek przed wewnętrznym i zewnętrznym atakiem.

Dokładniej mówiąc, ponieważ podatki i legislacyjne naruszanie prawa własności prywatnej nie są dobrowolne, lecz spotykają się z oporem, państwo, by zagwarantować sobie władzę nakładania podatków i stanowienia praw, ma żywotny interes w zapewnieniu swoim przedstawicielom dostępu do każdego i całej własności na swoim terytorium. Żeby to osiągnąć, państwo musi przejąć kontrolę nad wszystkimi istniejącymi drogami prywatnymi (dokonać wywłaszczenia) i wykorzystać przychody z podatków do stworzenia nowych, dodatkowych, „publicznych” dróg, placów, parków i działek, aż każda posesja prywatna będzie graniczyć lub zostanie otoczona gruntami i drogami publicznymi.

Wielu ekonomistów argumentowało, że istnienie dróg publicznych wskazuje na niedoskonałość naturalnego, wolnorynkowego ładu. Według nich wolny rynek wytwarza za mało tak zwanych publicznych dóbr w postaci dróg; finansowane z podatków drogi publiczne eliminują ten mankament i polepszają ogólną wydajność gospodarczą (ułatwiając przemieszczanie się i handel pomiędzy regionami oraz obniżając koszty transakcji). Jest to oczywiście naiwne spojrzenie na sytuację11.

Wolne rynki wytwarzają drogi, choć bardzo możliwe, że inne i w mniejszej ilości niż państwo. Z perspektywy ładu naturalnego zwiększona produkcja dróg w warunkach państwa nie stanowi poprawy, ale „nadprodukcję”, a dokładniej „błędną produkcję”. Drogi publiczne nie są po prostu niewinnym ułatwieniem dla wymiany pomiędzy regionami. Po pierwsze i najważniejsze, ułatwiają opodatkowanie i kontrolę państwa, po drogach publicznych bowiem rządowi poborcy podatkowi, policja i wojsko mogą dotrzeć bezpośrednio na próg każdego domu12.

Ponadto drogi i działki publiczne prowadzą do zniekształcenia i sztucznego przełamania grupowania i rozdzielania przestrzennego charakterystycznych dla ładu naturalnego. Jak wyjaśniono powyżej, istnieją powody do bliskości i otwartości, ale są też powody, by utrzymywać fizyczny dystans i separację od innych. Nadprodukcja dróg, do jakiej dochodzi w warunkach państwa, oznacza z jednej strony, że różne społeczności zaczynają być bliżej, niż by chciały (o czym świadczy okazana preferencja), ale z drugiej strony, że jedna, spójna wspólnota zostaje rozczłonkowana i rozbita przez drogi publiczne13.

Co więcej, przy szczególnym założeniu państwa demokratycznego można dokonać jeszcze dokładniejszych przewidywań. Niemal z definicji terytorium państwa rozciąga się na wiele różnorodnych społeczności etnokulturowych, a wobec regularnych wyborów powszechnych można się spodziewać, że rząd państwa zajmie się polityką redystrybucyjną14. Na etnokulturowo mieszanym terenie oznacza to rozgrywanie przeciwko sobie poszczególnych ras, plemion, grup językowych czy religijnych; jednych klas w ramach którejkolwiek z tych grup przeciw innym (bogatych przeciw biednym, kapitalistów przeciw pracownikom itd.); a w końcu matek przeciwko ojcom i dzieci przeciwko rodzicom. Skutkuje to złożoną i zróżnicowaną redystrybucją dochodu i bogactwa. Dochodzi na przykład do prostych transferów od jednej grupy do drugiej. Redystrybucja ma jednak także aspekt przestrzenny. W dziedzinie stosunków przestrzennych znajduje wyraz w jeszcze bardziej wszechogarniającej sieci antydyskryminacyjnych reguł „akcji afirmatywnej” narzuconych właścicielom własności prywatnej.

Prawo właściciela do wykluczenia innych ze swojej własności to środek, dzięki któremu może uniknąć szkód: wydarzeń, które obniżają wartość jego własności. Poprzez nieprzerwany potok przepisów o redystrybucji państwo demokratyczne pracuje bez wytchnienia, by nie tylko pozbawić swoich obywateli wszelkiej broni, ale też odebrać właścicielom posesji mieszkalnych ich prawo wykluczania, tym samym okradając ich w znacznej mierze z bezpieczeństwa osobistego i fizycznego. Właściciele majątku komercyjnego, takiego jak sklepy, hotele i restauracje, nie mogą już wykluczać ani ograniczać dostępu wedle woli. Pracodawcy nie mogą już zatrudniać ani zwalniać kogo zechcą. Na rynku mieszkaniowym właściciele nie mają już prawa wykluczenia niechcianych lokatorów. Ponadto zamknięte grupy są zmuszone do przyjmowania członków i działania wbrew własnym zasadom i regulacjom. Krótko mówiąc, wymuszona integracja staje się wszechobecna, czyniąc wszystkie aspekty życia coraz bardziej niecywilizowanymi i nieprzyjemnymi15.

Przedstawiwszy tło w postaci polityki wewnętrznej państwa, możemy powrócić do zagadnienia imigracji w warunkach jego istnienia. Mamy już jasność, co oznacza wpuszczanie ludzi przez państwo. Nie tylko odbywa się w sposób scentralizowany; wpuszczając kogoś na swoje terytorium, państwo pozwala mu także przemieszczać się po publicznych drogach i gruntach aż po próg dowolnego z mieszkańców, wykorzystywać wszystkie placówki i usługi publiczne (takie jak szpitale i szkoły), mieć dostęp do każdego przedsiębiorstwa komercyjnego, pracy i mieszkania, pod ochroną licznych praw zakazujących dyskryminacji16.

W niniejszej rekonstrukcji brakuje tylko jednego elementu. Dlaczego imigracja miałaby kiedykolwiek przysporzyć problemów państwu? Kto chciałby migrować z obszaru ładu naturalnego na teren państwowy? Teren państwowy wykazywałby tendencję do utraty mieszkańców, zwłaszcza najbardziej produktywnych poddanych. Przyciągałby tylko potencjalnych odbiorców państwowej pomocy społecznej (których przyjęcie wzmocniłoby jeszcze bardziej trend emigracji). Jeśli już, to emigracja stanowi dla państwa problem. W rzeczy samej, instytucja państwa to powód emigracji; jest wręcz najważniejszą czy nawet jedyną przyczyną współczesnych migracji masowych (której skutki są dotkliwsze i bardziej wyniszczające niż w przypadku jakiegokolwiek huraganu, trzęsienia ziemi czy powodzi, porównywalne jedynie z rezultatami migracji w czasie epok lodowcowych).

Nie uwzględniliśmy dotąd założenia o podziale całej Ziemi pomiędzy zbiór państw (braku ładu naturalnego gdziekolwiek). W takiej sytuacji kiedy jedno państwo wywoła masową emigrację, inne stanie przed wyzwaniem masowej imigracji; masowe ruchy populacji będą przebiegać w ogólnym kierunku od terenów, gdzie państwa wyzyskują (wywłaszczają prawnie i opodatkowują) swoich poddanych bardziej (wobec czego zwykle mniej jest bogactwa), do terenów, gdzie państwa wyzyskują mniej (a bogactwa jest więcej).

W końcu dotarliśmy do stanu obecnego, w którym świat zachodni – Europa Zachodnia, Ameryka Północna i Australia – mierzy się z całym szeregiem powodowanych przez państwa masowych migracji z całej reszty świata. Co można zrobić w takiej sytuacji?

Z czystego egoizmu państwa nie przyjmą polityki „otwartych granic”. Gdyby tak zrobiły, napływ imigrantów szybko przybrałby takie proporcje, że załamałyby się krajowe systemy pomocy społecznej. Z drugiej strony zachodnie państwa socjalne nie powstrzymują dziesiątek czy nawet setek tysięcy (a w przypadku Stanów Zjednoczonych dobrze ponad miliona) nieproszonych cudzoziemców rocznie od wkroczenia na ich terytoria i osiedlenia się. Co więcej, jeśli chodzi o imigrację legalną (a nie tolerowaną nielegalną), zachodnie państwa socjalne przyjęły niedyskryminującą politykę „akcji afirmatywnej”. Oznacza to, że ustanawiają maksymalny cel imigracyjny, a następnie przydzielają kwoty poszczególnym krajom lub regionom pochodzenia emigrantów, bez względu na to jak bardzo podobne lub niepodobne są one pod względem etnokulturowym. Tym samym pogłębiają jeszcze bardziej problem przymusowej integracji. Zwykle pozwalają też na wstęp „otwartej” (nieokreślonej) liczbie „uchodźców politycznych” – zatwierdzonych przez rząd grup „ofiar” (z wykluczeniem innych, „politycznie niepoprawnych” ofiar)17.

W świetle tej niepopularnej polityki można się zastanawiać nad motywami jej prowadzenia. Biorąc jednak pod uwagę naturę państwa, nietrudno odkryć uzasadnienie. Państwa, jak wspomniano wyżej, promują także przymusową integrację wewnętrzną. Wymuszona integracja to sposób rozbicia wszystkich pośrednich instytucji i hierarchii społecznych pomiędzy państwem a jednostką, takich jak rodzina, klan, plemię, społeczność i Kościół oraz ich wewnętrznych warstw i stopni władzy. Poprzez przymusową integrację jednostki są izolowane (atomizowane), a ich zdolność oporu wobec państwa osłabiona18.

W myśl „logiki” państwa solidna dawka obcej inwazji, zwłaszcza z dziwnych i odległych miejsc, uznawana jest za wzmacniającą tę tendencję. Obecna sytuacja dostarcza szczególnie dobrej okazji do takiego działania, jako że zgodnie z wrodzoną tendencją państwa i etatyzmu w ogóle do centralizacji, promowaną tu i teraz przede wszystkim przez Stany Zjednoczone jako jedyne wciąż istniejące supermocarstwo, świat zachodni – a dokładniej neokonserwatywno-socjaldemokratyczne elity kontrolujące rządy w Stanach Zjednoczonych i Europie Zachodniej – zaangażowany jest w tworzenie państw ponadnarodowych (takich jak Unia Europejska), a w końcu jednego państwa światowego. Państwowe, regionalne czy wspólnotowe zrzeszenia są głównymi częściami składowymi służącymi do tego celu. Mocna dawka nieproszonych cudzoziemców i narzuconego przez rząd multikulturalizmu obliczona jest na dalsze osłabienie i, ostatecznie, zniszczenie tożsamości narodowych, regionalnych i wspólnotowych, by wypromować cel jedynego porządku świata pod przywództwem Stanów Zjednoczonych i nowego „człowieka uniwersalnego”19.

Hans Hermann Hoppe, Wielka fikcja, Fijorr Publishing, Warszawa 2014.

11  Na temat błędów w teorii dóbr publicznych zob. M.N. Rothbard, Ekonomia wolnego rynku, op. cit.; H.‑H. Hoppe, A Theory of Socialism and…, op. cit., rozdz. 10; na temat dróg zob. przede wszystkim W. Block, Public Goods and Externalities: The Case of Roads, „Journal of Libertarian Studies” 7, nr 1 (1983).

12  Nawet słynne drogi starożytnego Rzymu były zwykle postrzegane jako utrapienie, a nie korzyść, ponieważ zasadniczo stanowiły szlaki wojskowe, a nie handlowe. Zob. M. Weber, Soziologie, Weltgeschichtliche Analysen, Politik, Stuttgart: Kroener 1964, s. 4.

13  Zob. E. Banfield, The Unheavenly City Revisited, Boston: Little, Brown 1974.

14  Na temat praktycznej niemożliwości demokracji (rządów większości) w państwach wielonarodowych zob. L. von Mises, Nation, State, and Economy, New York: New York University Press 1983.

15  Zob. także M.N. Rothbard, Marshall, Civil Rights and the Courts, [w:] The Irrepressible Rothbard, red. L.H. Rockwell, Jr., Burlingame: Center for Libertarian Studies 2000, s. 370–377; M. Levin The President as Social Engineer, [w:] Reassessing the Presidency, red. J.V. Denson, Auburn: Ludwig von Mises Institute 2001, s. 651–666.

16  Jak wyjaśnia M.N. Rothbard, „gdyby każda działka w kraju była własnością jakiejś osoby, grupy lub korporacji, oznaczałoby to, że żaden imigrant nie mógłby przyjechać bez zaproszenia i zgody na wynajęcie lub zakup posiadłości. Kraj całkowicie sprywatyzowany byłby tak zamknięty, jak życzyliby sobie tego poszczególni mieszkańcy właściciele. Wydaje się zatem jasne, że reżim otwartych granic istniejący de facto w Stanach Zjednoczonych w istocie oznacza wymuszenie otwartości przez scentralizowane państwo, państwo zarządzające wszystkimi ulicami i terenami publicznymi, nie odzwierciedlając pragnień właścicieli”; Nations by Consent: Decomposing the Nation-State, „Journal of Libertarian Studies” 11, nr 2 (1994), s. 7.

Na temat imigracji do Stanów Zjednoczonych zob. P. Brimelow, Alien Nation: Common Sense About Americaʼs Immigration Disaster, New York: Random House 1995; G.J. Borjas, Friends or Strangers: The Impact of Immigrants on the U.S. Economy, New York: Basic Books 1990; idem, Heavenʼs Door: Immigration Policy and the American Economy, Princeton: Princeton University Press 1999.

17  Na ogół oficjalnemu, „politycznemu” masowemu mordercy, na przykład socjalistycznemu dyktatorowi obalonemu przez jakiegoś innego, łatwiej uzyskać wstęp do krajów Zachodu niż (jego) „prawdziwym” ofiarom.

Choć to, kto zalicza się do ofiar, zmienia się wraz z polityczną modą, w zachodniej polityce azylu względnie stałym elementem pozostaje preferencja dla imigracji Żydów (i wykluczenie imigrantów nieżydowskich). W Stanach Zjednoczonych na przykład, zgodnie z długą tradycją Żydzi z byłego Związku Sowieckiego kwalifikują się jako „ofiary”, a zwykli Rosjanie czy Ukraińcy nie. By nie pozostać w tyle, Niemcy przyjmują obecnie każdego rosyjskiego Żyda, który zapragnie prawa wjazdu, ale wykluczają wszystkich innych Rosjan jako nie-ofiary. W konsekwencji popyt na azyl w Niemczech pośród rosyjskich „Żydów”, spośród których dwie trzecie utrzymuje się z „publicznej” opieki społecznej, wzrósł do takiego poziomu, że Centralny Komitet Żydowski w Niemczech zażądał od niemieckiego rządu (z powodzeniem) „testowania” żydostwa kandydatów. Test jest zasadniczo taki sam jak ten zastosowany przez Narodowych Socjalistów w niesławnych ustawach norymberskich z 1934 roku, oparty z kolei na oficjalnych wymogach religijnych ortodoksyjnego judaizmu. Izrael natomiast, określający się jako „państwo żydowskie”, praktycznie zabrania imigracji nie-Żydom (pozwalając przy tym wszystkim Żydom z całego świata przyjechać na podstawie Prawa Powrotu z pełnym obywatelstwem). Dziewięćdziesiąt dwa procent ziemi w Izraelu należy do państwa i znajduje się pod zarządem Żydowskiego Funduszu Narodowego. Na mocy jego regulacji nikt poza Żydami nie ma prawa mieszkać, otwierać interesów, a często także i pracować na tych terenach. Żydom wolno wynajmować od nie-Żydów, ale nie na odwrót. Zob. I. Shahak, Jewish History, Jewish Religion, London: Pluto Press 1994, zwłaszcza rozdz. 1.

18  Zob. także R.A. Nisbet, Community and Power, New York: Oxford University Press 1962; idem, Conservatism, Minneapolis: University of Minnesota Press 1986.

19  Zob. sumaryczne przedstawienie światopoglądu neokonserwatywnego: F. Fukuyama, The End of History and the Last Man, New York: Avon Books 1993; w kwestii krytyki neokonserwatystów i ich programu zob. Paul Gottfried, The Conservative Movement, New York: Twayne Publishers 1993; idem, After Liberalism, Princeton: Princeton University Press 1999. Zob. także błyskotliwe omówienie tematu masowej imigracji i zachodniego państwa socjalnego: J. Raspail, The Camp of the Saints, New York: Charles Scribnerʼs Sons, 1975.

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułAmerican Way?
Następny artykułŁawnicy w USA i w Polsce
Uwielbiam podróże, zwiedziłem do tej pory (17 września 2015) 142 kraje, w tym tak egzotyczne, jak: Surinam, obie Gujany, Fiji, Vanuatu, Madagaskar, Malawi, Bhutan. Rwanda, Burundi, Haiti czy Myanmar. W samej Ameryce Łacińskiej, do niedawna moim ulubionym regionie, byłem przynajmniej 70 razy. Myślę, że wreszcie należałoby zacząć te wspomnienia spisywać, tym bardziej, że jest co: 4 Mundiale piłkarskie, wyrok 10 lat więzienia w Peru, spotkanie w cztery oczy z generałem Pinochetem, potem w Chiapas, z subkomendante Marcosem, wyciągałem ludzi z więzień (Panama, Abu Dabi). wspólnik ukradł mi hotel na Karaibach i parę innych historyjek.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here