Strona główna Blog Strona 11

Brać czy nie brać?

0
brać czy nie brać emeryture

Dylemat pozorny

Czy korzystanie z emerytury państwowej, w sytuacji, gdy człowiek do niej uprawniony tych pieniędzy naprawdę nie potrzebuje, jest moralne?

 

Oto, przed jakim, skądinąd dość niecodziennym dylematem,

pobrane-2

stanął niedawno znany ekonomista amerykański, jeden z najwyżej cenionych specjalistów szkoły austriackiej, Mark Skousen. Ukończył bowiem 65 lat, czyli wiek emerytalny, uprawniający go do emerytury, moralnie jednak czuł, że nie powinien tych pieniędzy brać.

Skousen jest człowiekiem zamożnym, świadomym trudności ekonomicznych targających Stanami Zjednoczonymi, w tym deficytu budżetowego. Jako człowiek głęboko religijny, uznał, że znacznie przyzwoiciej będzie pieniędzy tych nie przyjmować, pozostawiając je bliźnim znajdującym się w większej potrzebie.

Zadłużone po uszy państwo nie jest w stanie wywiązać się ze swoich podstawowych obowiązków. Było to zgodne z etyką libertarianina, tym bardziej, że Skousen w swojej publicystyce, ale i w codziennym życiu podkreśla, że obowiązkiem człowieka miłującego wolność i dążącego do minimalizacji funkcji państwa, jest pomaganie innym. Właśnie ta indywidualna, prywatna pomoc jest szansą na to, że pomoc państwa dla tzw. biednych, a zwłaszcza towarzysząca jej redystrybucja dochodu staną się w końcu zbędne.

Piszę o tym, ponieważ podobna refleksja może najść niejednego z tych Polaków, którzy mimo prawa do emerytury znakomicie sobie bez niej radzą, gdyż zadbali o swoją przyszłość nie oglądając się na „łaskawość” rządu. Nie tak dawno sam stanąłem przed podobnym dylematem osobiście. Tak w przypadku Marka Skousena, jak i moim

przyszła jednak refleksja.

Pieniądze w rękach rządu to pieniądze w dużym stopniu zmarnowane. Dla nikogo nie jest tajemnicą, że konto Social Security, a więc amerykańskiej agencji rządowej odpowiedzialnej za fundusz emerytalny, odpowiednika naszego ZUS-u, jest od dawna puste. Zgromadzone tam pieniądze są systematycznie wykorzystywane przez rządzących do łatania innych wydatków budżetu. Nie inaczej jest w Polsce.

Prawdopodobieństwo, że rząd wykorzysta zaoszczędzone na naszych emeryturach pieniądze na swoje własne cele i, na przykład, zacznie tworzyć miejsca pracy, albo opłacać kolejną grupę darmozjadów, fundując im przywileje czy ulgi jest bliskie pewności. Pozostawiając pieniądze w rękach, w przypadku Mark, Social Security, w moich, ZUS-u, wspieramy jawną kradzież, w najlepszym przypadku, marnotrawstwo.

Skousen postanowił zatem przemyśleć sprawę i znaleźć wyjście zgodne z etyką libertariańską, tym bardziej, że – jak pisze Lew Rockwell z Instytutu Misesa w Alabamie:

(…) Pamiętać należy, że pieniądze na kontach social security należały niegdyś do konkretnych ludzi, którym zostały one pod przymusem uwięzienia czy innej kary zwyczajnie zrabowane. Wszak żaden interes wyższy nie upoważnia państwa do konfiskowania cudzej własności (…)

Obowiązkiem każdego, kto uważa, iż korzystanie z łupów złodzieja, czyli paserstwo jest niemoralne, jest zwrócić przedmiot kradzieży jego oryginalnemu właścicielowi. Niestety, mimo najszczerszej chęci, zadanie to jest niemożliwe do wykonania. Biurokracja rządowa pozbawiła składki emerytalne tożsamości, dzięki czemu m.in. możliwe było zaanektowanie OFE. Mimo iż pieniądze znajdujące się na prywatnych kontach funduszy emerytalnych należały do ich kontrybutorów, zostały bez cienia żenady skolektywizowane, czyli upaństwowione.

Jedno jednak jest pewne – mówi Mark Skousen – państwo, jak każdy inny podmiot nie ma prawa do cudzej własności, tym bardziej gdy uzyskało do niej dostęp poprzez działaniom agresywne, wbrew woli ich właścicieli. Oddanie własnej emerytury państwu jest godzeniem się na taki rabunek. Znacznie bardziej moralnie będzie pozbawić państwo do nich dostępu.

Jedyny wniosek

W przededniu swoich 65 urodzin – mówi Mark Skousen – długo nad tym problemem myślałem. Jako żarliwy zwolennik ograniczonego państwa oraz zaufania we własne możliwości, nie powinienem państwowej emerytury przyjąć. Ciężko całe życie pracowałem, byłem gospodarny, oszczędzałem, inwestowałem w prywatne fundusze emerytalne, zgodnie z zasadą Beniamina Franklina „praca, oszczędność i przezorność”, więc dziś stać mnie na życie w oparciu o własne środki.

Nie mogę jednak pozwolić na to, aby wysiłek mój i wszystkich tych, którzy składali się na fundusz Social Security został zmarnowany”.

Wniosek był jeden, tym bardziej, że przed podobnym dylematem stanął kilkanaście lat wcześniej wujek Marka Skousena, który po rozterkach swoją emeryturę przeznaczył…na cel charytatywny, wychodząc z założenia propagowanego od lat przez innego wybitnego ekonomistę z kręgu szkoły austriackiej, Waltera Blocka, że „nikt nie powinien pozostawiać do dyspozycji państwa pieniędzy, które mu się należą, gdyż należne nam pieniądze powinny zostać zabrane z rąk, które do niech nie mają prawa”.

Mark Skousen, a za Markiem my zachęcamy wszystkich tych, którzy stają przed podobnym problemem, aby złożyli przed samym sobą „Ślubowanie Emerytalne” i pieniądze otrzymane każdego miesiąca od swojego państwowego organu emerytalnego, których tak naprawdę nie potrzebują przeznaczali na jakiś szlachetny cel, na dobroczynność filantropię. Niech to będzie fundusz parafialny, pomoc ludziom znajdującym się w trudnych warunkach, dotacja na Instytut Carla Mengera (intencje można zgłaszać na menger.pl) czy inna szczytna intencja.

Jan M Fijor

 

Wznawiamy działalność!

0
wznawiamy dzialalnosc

Szanowni Państwo,

Po kilkunastu miesiącach prób i błędów, za co przepraszamy, dzięki profesjonalizmowi i życzliwości Przemka Zielińskiego, wznawiamy działalność strony Instytutu Mengera (menger.pl). Od tego momentu możecie nasz czytać i możecie do nas pisać – każdy głos/posting zostanie  uwzględniony, a nawet zamieszczony.

pobrane

Życzcie nam powodzenia

Jan M Fijor

Nadchodzące wydarzenia

1
Nadchodzące wydarzenia
Nadchodzące wydarzenia

Instytut Carla Mengera wraz ze Stowarzyszeniem Libertariańskim zapraszają do Bielska-Białej na konferencję, na której trzech prelegentów, znawców i praktyki, i teorii w swoich tematach, przybliży nam odpowiedzi na poniższe pytania:
• Hongkong w Polsce – czy możemy mieć u siebie wolną strefę (EPPA) z rajem podatkowym?
• Społeczności startupowe, czyli jak powtórzyć sukces Doliny Krzemowej?
• Homeschooling, nauczanie domowe, alternatywna edukacja. Twoje dziecko będzie samoukiem, czy nieukiem?

Odbędzie się ona we czwartek, 18 lutego, w Galerii „Wzgórze” Franciszka Kukioły, ul. Wzgórze 4, Bielsko-Biała. Rozpoczęcie o godz. 17.
Samostanowienie na poziomie najbardziej mikro – w zakresie wykształcenia własnych dzieci – to zagadnienie, które przybliży Wojciech Legierski, dr inż. informatyki, wykładowca akademicki, ojciec dwóch synów spełniających legalnie obowiązek szkolny bez uczęszczania do szkoły.

Adam Jaskulski, architekt, pasjonat sztuki, historii, historii architektury, komunikacji i ekonomii, przedstawi teorię i praktyczne przykłady z różnych miejsc na świecie (w tym powstającego dopiero planu zagospodarowania przestrzennego Wolnej Republiki Liberlandu – najnowszego państwa w Europie), dotyczące sensownej urbanistyki na miarę współczesnego człowieka, czyli jak dobrze urządzone miejsca mogą sprzyjać biznesowi i dobrostanowi mieszkańców, i jakie efekty przynosi pozostawienie dużej sfery swobody dla oddolnego zagospodarowania swojego fragmentu miasta przez jednostki i grupy.

Bartłomiej Piotrowski, innowator społeczny, zawodowo zajmujący się wspieraniem rozwoju firm poprzez budowanie sieci realnych kontaktów biznesowych oraz przekazywanie rekomendacji, wykorzystujący i opracowujący własne narzędzia z zakresu coachingu, mentoringu oraz mediów społecznościowych, podzieli się swoim doświadczeniem w budowie ekosystemu startupowego w niedalekim mieście Krakowie.

Wszystkie trzy kwestie składają się na misję Instytutu Carla Mengera, a także są bardzo mocno po drodze z filozofią i praktyką libertarianizmu, propagowanego przez Stowarzyszenie Libertariańskie. Stąd nasza współorganizacja tego wydarzenia.

Łączy te rzeczy także motyw przewodni: samostanowienie. W każdej dziedzinie stajemy przed alternatywą, w jakim stopniu o naszym życiu, indywidualnie oraz w ramach społeczności, będziemy decydować sami, oddolnie i dobrowolnie, a w jakim pozwolimy sobie to narzucać przez zawsze do tego chętnych decydentów.

PROGRAM:
Przybycie uczestników (prosimy w miarę możliwości być co najmniej 7 min wcześniej)
• 17:00 Powitanie i wprowadzenie (Krzysztof Maczyński vel ByteEater)
• 17:20 referat I
• 18:10 przerwa
• 18:17 referat II
• 19:07 referat III
• 19:57 przerwa
• 20:05 dyskusja panelowa z udziałem wszystkich prelegentów

Konferencja jest otwarta dla wszystkich zainteresowanych i darmowa. Jeśli ciekawi Cię jedno lub więcej z powyższych zagadnień, masz pytania do prelegentów, czy po prostu chciałbyś posiedzieć i posłuchać, jesteś ekspertem, adeptem, a może całkiem zielonym (poszerzać wiedzę można zawsze i wszędzie), to zachęcamy, przyjdź, dowiedz się o ambitnych projektach i poznaj stojących za nimi ludzi, którzy w tych obszarach śmiało postulują wielkie przemiany i działają na ich rzecz!

A po zakończeniu schodzimy piętro niżej i w gronie chętnych dyskutujemy dalej, już nieformalnie, zamawiając przy tym prawdopodobnie dużo napojów, jakie kto lubi…

wydarzenie na Facebooku

Przy okazji podajemy też wstępnie informację o konferencja w Trzebini, przygotowywanej przez tamtejszą oraz bielską ekipę (z wydatną pomocą ogółu wolnościowców z Małopolski), w całości związanej z EPPA, która jest obecnie planowana na 4 lub 11 czerwca br.

Liberland w pigułce i w audio

0
liberland
liberland

Liberland to nowe państwo w Europie, budowane na mocnych fundamentach wolnościowych. Dziś przybliżymy garść informacji na jego temat. Po więcej natomiast zapraszamy zainteresowanych, żeby posłuchali audycji „Proste zwierciadło” autora tego wpisu, odcinka poprowadzonego wspólnie z Danielem Piesto: O Liberlandzie prawie wszystko. Warto dodać, że w projekt mocno angażują się Polacy. A z perspektywy Instytutu Mengera sprawa jest ciekawa, w związku z projektem EPPA, bo choć uwarunkowania prawne i polityczne są dość odmienne (działamy w ramach państwa polskiego), to dostrzegamy podobieństwo wielu wyzwań, i oczywiście ideałów wolności oraz przedsiębiorczości, które nam przyświecają.

Skąd się ta mikronacja wzięła?

Czeski libertarianin Vít Jedlička zauważył, że wciąż w Europie występuje obszar (około 7 km²; okazało się, że to zresztą niejedyny), do którego nie rości sobie praw żadne państwo (w prawie międzynarodowym nazywa się to terra nullius). Leży on na prawym brzegu Dunaju (plus mała wyspa) między Serbią a Chorwacją. Żaden z tych krajów nie włącza go do swojego terytorium, bo gdyby to zrobił, dałby podstawę drugiemu do rozstrzygnięcia istniejących od czasu ostatniej dużej wojny na Bałkanach sporów granicznych między nimi według tej samej reguły (albo wzdłuż obecnego biegu rzeki, albo tak, jak płynęła przed II Wojną Światową) w innych miejscach, gdzie byłoby to już na niekorzyść. Postanowił więc ogłosić powstanie nowego państwa.

Ile wolności i na jakich zasadach?

Bardzo dużo. Konstytucja i początkowy zestaw dodatkowych przepisów są opracowywane wspólnie przez zainteresowanych na GitHubie. Nie można więc mieć pewności, czy dany element się nie zmieni, ale prawie na pewno będzie to republika z prezydentem na czele (już obecnie Vít Jedlička tak się tytułuje) i parlamentem, podobna (oprócz federalności) do Stanów Zjednoczonych Ameryki w ich początkach, z tym, że z jeszcze dalej posuniętymi i lepiej zabezpieczonymi (w końcu mieliśmy jako ludzkość ponad 200 lat na teoretyczne dopracowywanie i obserwację skutków w praktyce) gwarancjami wolności dla obywateli. Kilka przykładów, żeby dać wyobrażenie: swoboda posiadania broni, zakaz prowadzenia przez państwo działalności gospodarczej, nakładania obowiązku edukacji bądź ubezpieczania się, wprowadzania innych podatków niż dopuszczone przez konstytucję, wolna bankowość, weto ludowe.

Co jest do zrobienia?

Po pierwsze, jest to inicjatywa bardzo poważna, gdy chodzi o prawo międzynarodowe. Sealandii na opuszczonej platformie na morzu, najbardziej znanej mikronacji, wystarczy spokój, nieruszanie przez Zjednoczone Królestwo ani inne silniejsze podmioty. Liberland funkcjonuje w środku sporu granicznego, koliduje z prawdopodobnymi planami rządu Chorwacji w polityce międzynarodowej, i jest z każdej strony otoczony lądem. Dlatego tym bardziej istotne są wysiłki współpracujących z założycielem prawników, dyplomatów i polityków z różnych krajów, starających się wpychać przysłowiowe nogi między drzwi i małymi krokami zwiększać szanse na oficjalne uznanie za państwo.

Po drugie, jak już wspomniałem, prawo wewnętrzne, które ma być bardzo wolnościowe, jest w trakcie opracowywania. Na razie funkcjonują tymczasowe przepisy i władza. Jeżeli się to uda, będzie to najbardziej zaawansowany projekt minarchistyczny w nowożytnej historii, detronizując ukonstytuowane w XVIII wieku USA.

Po trzecie, z wielu względów ważne jest osadnictwo. Stała obecność mieszkańców jest argumentem dla międzynarodowego uznania. Ponadto nie da się wszystkich aresztować (co chorwacka policja czyni w stosunku do jednostek i okazjonalnych grup, i nawet wczoraj jednego osadnika usunęła) – nec Hercules contra plures. I wreszcie, sprawa oczywista: coś tam musi powstać, odpowiadającego poziomowi cywilizacji, bo póki co jest dzicz (las i kilka podmokłych łąk), opuszczony stary budynek oraz dość turystyczne wciąż w swym charakterze obozowiska Liberlandczyków.

Po czwarte, potrzebne są inwestycje. I pomysłów nie brakuje. Z środkami oczywiście bywa różnie, ale i pojedyńczy bogacze, i grupy inwestorów już z zainteresowaniem podchodzą do tematu, rozmawiają, jeżdżą na miejsce, bądź przynajmniej do tymczasowej siedziby w pobliskiej knajpie w Serbii, nieformalnej ambasady Liberlandu. Pojawiają się pomysły na przykład na biznesy z zakresu edukacji, oczywiście nieruchomości i zagospodarowania przestrzennego, budownictwa, transportu (głównie jednostkami pływającymi, bo Dunaj to międzynarodowe wody śródlądowe, oraz hydroplanami, ale także mowa jest o jak najbardziej zoptymalizowanej sieci dróg), finansów, energetyki i turystyki.
Krzysztof Maczyński vel ByteEater

Bierz nogi zapas!

0
Bierz nogi zapas!
Bierz nogi zapas!

Jeśli czytasz ten artykuł mając poniżej trzydziestu lat pozwól, że będę z tobą absolutnie szczery w jednej bardzo istotnej kwestii. Ludzie przy władzy w twoim kraju poświęcą twoją przyszłość, aby zapłacić za swoje własne polityczne błędy z przeszłości.

Przykład: w ostatni piątek tłumy studentów wyszły na ulicę Londynu, żeby protestować przeciwko jednej z ostatnich ustaw oszczędnościowych, która potroi opłaty za studia.

Jasne, brytyjski parlament próbujący ciąć wydatki wprowadza różnego rodzaju ustawy oszczędnościowe, a one odciskają piętno na budżetach wszystkich obywateli. Nie będę tu dyskutować o absurdalności edukacji kontrolowanej przez rząd, chce jedynie wskazać, że korzyści, jakie ludzie młodzi czerpią z tzw. „państwa opiekuńczego” obcinane są dużo drastyczniej, niż te przysługujące innym grupom społecznym.

Czy urzędnikom państwowym zmniejsza się pensje o połowę? Czy klasie średniej zwiększa się podatki o połowę? Nie. Oprócz bardzo małej grupy ludzi o wysokich dochodach, których bogactwo zawsze było i zawsze będzie rabowane, generacja młodych będzie kolejną, która w okolicznościach kryzysu zobaczy środkowy palec państwa.

Młodzi ludzie mają relatywnie niższe dochody, mniej korzyści socjalnych, mniej szans na pracę i mniejszą siłę polityczną, niż ich rodzice, jednak to od nich oczekuje się by wzięli na swoje barki nieproporcjonalnie dużą część konsekwencji głupoty polityków.

To pokolenie młodych wysyła się by walczyli i umierali w bezsensownych wojnach w odległych krajach. To pokolenie młodych zmusza się do przejęcia długów zaciągniętych przez poprzednie generacje. To pokolenie młodych wypychane jest do ostatnich rzędów politycznego amfiteatru, a jego głos lekceważony przez establishment.

Tymczasem emeryci, renciści, klasa średnia i urzędnicy państwowi chronieni są przez polityków, dla których grupy te stanowią najważniejszą część elektoratu. Taki system zapewnia im nietykalność. (Do czasu…)

Przyjrzyjmy się zatem przez chwilę jaki los nieubłaganie czeka dzisiejszego dwudziestolatka.

1)      Jako absolwent dzisiejszych studiów będziesz ostatni w kolejce do zatrudnienia,

2)      Jeśli jednak zdobędziesz pracę będziesz ostatni w „kolejności dziobania”, a pierwszy do odstrzału, gdy twój pracodawca znajdzie się w tarapatach,

3)      Kiedy w końcu ustabilizujesz pozycję na rynku pracy, swoje najlepsze lata zarobkowe spędzisz będąc okrutnie wysoko opodatkowany, w czasie gdy politycy będą grabić twoje pokolenie, żeby finansować rozrośnięte, zadłużone programy świadczeń socjalnych (emerytury, renty, „darmowa” służba zdrowia), na których korzystają poprzednie pokolenia,

4)      Podczas swojego życia zarobkowego będziesz płacił składkę na fundusz emerytalny, który zbankrutuje zanim zakwalifikujesz się do odbioru świadczeń,

5)      Bardzo prawdopodobne, że nigdy nie osiągniesz standardu życia, osiągniętego przez twoich rodziców,

6)      Obojętnie jaki majątek zgromadzili twoi rodzice, niebezpiecznie jest liczyć, że go dostaniesz. Spora część zostanie skonfiskowana przez państwo (chyba masz rodziców na tyle sprytnych, że zdążą się przed tym zabezpieczyć) w ramach podatków spadkowych.

Jeśli należysz do milenijnego pokolenia Facebook’a to będzie standardowa historia życia wśród twoich rówieśników.  System jaki mamy w tej chwili – szalona spirala długu i konsumpcji napędzana przez ciągły interwencjonizm państwowy – czeka na ciebie z wypisanym rachunkiem.

Na szczęście wszystko ma swoje dobre i złe strony. Młodzi ludzie są mobilni (w przeciwieństwie do ludzi starszych) i wolni od zobowiązać (w przeciwieństwie do ludzi w średnim wieku), dzięki czemu jest im dużo łatwiej „wypisać się” z tego chorego systemu.

Jeśli wkurza cię to, że rządy obarczają cię odpowiedzialnością za dziesięciolecia głupich decyzji politycznych, postaw się! Przestań grać według zasad, które działały dobrze w przeszłości – stary schemat „ idź do szkoły, znajdź pracę, awansuj po drabinie stanowisk” dzisiaj po prostu nie działa.

Nie tkwij w społeczeństwie, które kompletnie cię porzuciło, a teraz czeka z nożem i widelcem, żeby dobrać się do twoich zarobków kiedy tylko wejdziesz na rynek pracy. Uniezależnij się teraz, kiedy łatwo to zrobić i kiedy masz mało do stracenia.

Zamiast tego odkrywaj świat i zdobądź edukację opartą na doświadczeniu, a nie teorii. Szukaj szans w prosperujących, rozwijających się krajach jak Kurdystan, Mongolia, Botswana, czy Kazachstan. Wchłaniaj lokalną inteligencję i zostań osobą, która potrafi radzić sobie sama.

Znajdź ludzi, których styl życia chciałbyś naśladować i zaproponuj swoje usługi jako praktykant. To jedyny czas w życiu, kiedy możesz sobie pozwolić na pracę za darmo w zamian za wartościowe lekcje z pierwszej ręki.

Przede wszystkim przestań grać według zasad innych ludzi. Nie zgadzaj się być zniewolonym według idei mówiącej, że to twój moralny i obywatelski obowiązek spłacać długi zaciągnięte przez rządy nieudaczników. Odrzuć jarzmo ich kontroli i znajdź odwagę, by żyć tak, jak sam chcesz.

Droga do dobrobytu w czasach kryzysu zależy od zdolności odrzucenia starego systemu, wywalczenia niezależności finansowej i wydeptania własnej ścieżki.

przekł. Krzysztof Zuber

źródło: Sovereign Man.

JURYSDYKCJE SPECJALNE

0
JURYSDYKCJE SPECJALNE
JURYSDYKCJE SPECJALNE

Fragment referatu wygłoszonego podczas seminarium poświęconego Państwu Trzeciego Millenium, jakie odbyło się w dniach 12-14 sierpnia 2014 roku w Schellenbergu w Liechtensteinie.

jurysdykcje specjalne hongkong

 

Hongkong

Ustanowienie jurysdykcji specjalnych (Legal, Economic, Administrative, Political) czyli tzw. stref EPPA, uzupełnione pewnymi dodatkowymi, liberalnymi reformami rynkowymi, może być niestandardowym sposobem wkroczenia na ścieżkę rozwoju gospodarczego i wydostania się z zacofania i marazmu, w jakim niektóre opóźnione w rozwoju gospodarczo kraje/regiony się znalazły.

Strategia

Strategia polegająca na stosowaniu kompleksowych reform na marginalnym terenie jest znacznie skuteczniejsza od strategii polegającej na stosowaniu marginalnych reform na całym terenie kraju. Zjednoczona z koncepcją stref EPPA/LEAP umożliwia z czasem wprowadzenie reform kompleksowych na całym terenie kraju.

Oto powody, dla których model marginalny jest skuteczniejszy:

Reformy wprowadzane na niewielkim, rzadko zaludnionym terytorium podlegają zwykle mniejszemu oporowi ze strony grup interesów, niż reformy rozciągające się na całe terytorium kraju i wszystkich jego mieszkańców – równocześnie. Widać to chociażby w Polsce, gdzie – po kilku latach zaskoczenia i niepewności – mniej więcej od 1995 roku, silne i liczne grupy nacisku, uczą się jak kreować konflikty i wypierać rozwiązania wolnorynkowe i prorozwojowe na rzecz swoich partykularnych interesów;

  1. Ze względu na swą peryferyjność i zaniedbanie ludność zamieszkująca takie tereny jest z reguły podatniejsza na argumentację „za”;
  2. Tereny te są także tańsze i łatwiejsze do zagospodarowania przez potencjalnych inwestorów, stąd niższe jest ewentualny koszt  niepowodzenia (ryzyko);
  3. Zmiana, której poddaje się jedynie wybrany fragment względnie zacofanego i niemrawego terytorium, gwarantuje nie tylko lepsze zrozumienie, aprobatę i wyższą akceptację ze strony populacji, jest też znakomitym poletkiem doświadczalnym, dla reform generalnych, obejmujących całe państwo/kraj. Ludność mając naoczny dowód na to, że zmiana do jakiej doszło na terenie „poletka doświadczalnego” prowadzi do pożądanych skutków, jest przekonana, że w skali całego kraju też będzie sukcesem;
  4. Równocześnie, opozycja wobec reform przeprowadzanych na niewielkim terenie traci argumenty przeciwko zmianom.
  5. Dlatego model „marginalny” jest znacznie skuteczniejszy od obecnie obowiązującego, który polega na stopniowym wprowadzaniu reform – krok po kroku – na całym terytorium kraju równocześnie (widzimy, z jakim trudem postepuje np. deregulacja zawodów w Polsce);
  6. Podejście marginalne, od szczegółu do ogółu zwiększa tym samym zainteresowanie, zaangażowanie, a co ważniejsze, poparcie polityczne dla reform u większości obywateli.

Fundament sukcesu

O ile całościowy program rynkowej liberalizacji gospodarki przynosi z reguły zadowalające skutki w sferze ekonomicznej, o tyle zaniedbuje on te sfery życia społecznego, bez których odniesienie pełnego sukcesu jest niemożliwe. Mam tu na myśli sfery: prawną, administracyjną i polityczną.

Widać to doskonale zwłaszcza w Polsce, gdzie odważnym reformom gospodarczym (niskie podatki, wolność gospodarcza, emerytalna etc.) nie towarzyszyła odnowa sfery politycznej, prawnej i administracyjnej, skutkiem czego reformy rynkowe straciły impet, stając się wręcz swoja własną karykaturą. W rezultacie nie mamy ani pełnych reform rynkowych, ani prawnych, administracyjnych czy politycznych. Widać to szczególnie wyraźnie na przykładzie wymiaru sprawiedliwości, którego nieskuteczność i zacofanie blokuje ogólny rozwój Polski.

Nie jesteśmy w tej kwestii żadnym wyjątkiem. Przykłady z innych krajów (Argentyna, Rosja, Boliwia, Grecja) dowodzą, że bez komponenty prawnej, politycznej i administracyjnej wszelkie reformy gospodarcze (ekonomiczne) kończą się nie fiaskiem. Dopóki nie odejdziemy od tradycyjnego paradygmatu państwa i nie staniemy się społeczeństwem libertariańskim, a to nadal jest odległa przyszłość, polityka, prawo i działalność administracyjna państwa będą kluczowymi czynnikami rozwoju gospodarczego. Tym bardziej, że ewentualny sukces gospodarczy narodu/regionu jest warunkiem koniecznym przedefiniowania koncepcji państwa w kierunku gwarantującego wolność i prosperitę,  a więc więc uzasadniającego jak najszybsze wprowadzenie, państwa minimum. Innymi słowy, stworzenie dobrych warunków do życia uzasadnia reformę państwa polegającą na jego miniaturyzacji.

Daron Acemoglu w swej głośnej książce pt. „Dlaczego narody upadają” (Why Nations Fail) dowodzi, że warunkiem właściwego funkcjonowania tradycyjnego państwa, co jest z kolei fundamentem sukcesu i prosperity narodu, są sprawne i wiarygodne instytucje – właśnie instytucje o charakterze prawnym, administracyjnym i politycznym.  Co więcej, są one w procesie reformowania tak ważne, że wprowadzanie jakichkolwiek zmian, przebudowa społeczeństwa, czy budowa nowego nie mogą się bez tych instytucji obyć.

Nie wystarczy założyć, że instytucje te powstaną w przyszłości. One muszą być obecne od samego początku procesu reform. Są bowiem fundamentem, bez którego nie zbuduje się prosperity. Dlatego zanim rozpocznie się jakąkolwiek modernizację państwa, czy chociażby jego gospodarki, trzeba instytucje te wprowadzić w życie jeszcze przed reformami. Nie ma czasu na ich budowę w trakcie reform.

Z pozoru wygląda to jak błędne koło; bez instytucji nie ma reform, bez reform nie ma sukcesu, a brak tego ostatniego przeszkadza w tworzeniu instytucji. Zaraz wykażemy, że rozumowanie jest jak najbardziej logiczne.

Na cudzych błędach

Niegdyś, to jest od czasów starożytnych aż do epoki Odrodzenia instytucje, o których pisze Acemoglu budowano od zera, krok po kroku. Jednakże już pod koniec wieków średnich, władcy – reformatorzy, zamiast polegać na własnych umiejętnościach i tworzyć fundament rozwoju samemu, doszli do wniosku, że warto posłużyć się rozwiązaniami stosowanymi i sprawdzonymi w innych krajach, przejmując je w całości, tak jak kupuje się dziś licencję na budowę elektrowni, pojazdu czy programu telewizyjnego.

W ten właśnie sposób, rękami niemieckich i żydowskich osadników, zaproszonych, czy wręcz zatrudnionych przez polskich książąt i królów, powstawały polskie miasta, sądy, uniwersytety, a nawet kościoły. Henryk Brodaty już na początku XIII wieku „kupił” dla Śląska gotowy koncept instytucji miast od Niemców. Później takie miasta powstawały w kolejnych księstwach: na Pomorzu, w Wielkopolsce, na Kujawach, Ziemi Dobrzyńskiej, w Małopolsce, by po zjednoczeniu, w czasach Kazimierza Wielkiego – a więc ponad wiek od czasów Henryka Brodatego – po dokonaniu korekty i zaproszeniu do tworzenia miast osadników żydowskich, przebudować Polskę „z drewnianej w murowaną”. Co na owe czasy było prawdziwą rewolucją.

Dubaj

Do dzisiaj koncept ten nie stracił na aktualności i przydatności. Ideą LEAP/EPPA posłużyli się przywódcy Chin Ludowych przebudowując niewielką wioskę rybacką Shenzen (30 tysięcy mieszkańców) w wielomilionową, wzorowaną na Hongkongu metropolię. Posłużono się nim także w Emiratach Arabskich przy budowie i rozwoju Dubaju. Autor gospodarczego i cywilizacyjnego sukcesu Singapuru, wieloletni premier tego niewielkiego kraju, Lee Kuan Yew, tworząc jego potęgę posłużył się instytucjami i rozwiązaniami prawnymi Wielkiej Brytanii. Na podobnej zasadzie działają współczesne suwerenne twory państwowe: Isle of Man czy Jersey w kanale La Manche; z jednej strony korzystają one z własnych instytucji tradycyjnych, z drugiej dopasowały do nich instytucje sprawdzone w UK, Holandii, czy w innych krajach.

 

Uczenie się na cudzych błędach, jest skuteczniejsze i tańsze niż uczenie się na błędach własnych. Gwarantuje przy okazji istnienie newralgicznych instytucji już od momentu wprowadzania reform, a nie budowania ich w trakcie reform, w zależności od istniejącej sytuacji. Umożliwiło ono przeskoczenie etapu nieskuteczności, czyli ominięcie własnego okresu prób i błędów, na rzecz wprowadzenia instytucji przetestowanych przez innych. Właśnie w strefach EPPA wykorzystuje się modele sprawdzone gdzie indziej na zasadzie out-sourcingu, bądź in-sourcingu. W ten sposób wiarygodne, doświadczone gdzie indziej instytucje stają się częścią modelu stref EPPA/LEAP, jego fundamentem.

Efekty

Zaprzyjaźniony z nami, Mark Klugman, którego rodzina pochodzi z Wolnego Miasta Gdańska, zajmuje się tworzeniem stref LEAP w Ameryce Łacińskiej i na Kaukazie (Gruzja) od ponad 10 lat. Mimo iż większość jego wysiłków zakończyła się porażką, ostatnie jego doświadczenia z Hondurasu, gdzie Klugman przewodzi pracom na koncepcją utworzenia tam strefy EPPA, znanej w Hondurasie pod kryptonimem: ZEDE (Zones of Economic Development and Employment) pozwalają mieć nadzieje, że nadszedł  czas na stworzenie w praktyce instytucji, dzięki której ten biedny i niebezpieczny do życia kraj może się wydobyć z zacofania i stagnacji.

Klugman rozpoczął swe działania od przekonania grupy liderów gospodarczych i politycznych ludzi, że reformowanie kraju (Hondurasu) w całości wymaga nie tylko ogromnego czasu, lecz jest kosztowne i politycznie niewykonalne. W konsekwencji, działanie grupy inicjatywnej doprowadziło powstania ok. 2007 roku konceptu ZEDE, zreformowania w 2011 roku konstytucji Hondurasu, a w 2013 uchwalenie ustawy zezwalającej na  powołującej do życia wolnorynkowe strefy ZEDE. Równocześnie powstała 21. osobowa międzynarodowa Rada, a zarazem zespół koordynacyjny, wyznaczono terytorium, na którym ma powstać specjalna jurysdykcyjna. Przewiduje się że działania inwestycyjne i prace budowlane przy jej budowie ruszą już za rok (wiosną  2015 roku).

 

Klugman, niegdyś doradca prezydenta Ronalda Reagana, a dziś współtwórca i propagator koncepcji stref LEAP twierdzi, że:

O ile niekwestionowaną prawdą jest, że

stworzenie reform na pełną skalę wymaga stosowania zmian na pełną skalę,

o tyle przykład transformacji gospodarczej współczesnych Chin sugeruje, że jeśli nawet obejmie się reformami cały kraj, spojrzenie strefowe, fragmentaryczne  jest w osiągnięciu sukcesu nie do przecenienia, przynajmniej w niektórych przypadkach, takich chociażby jak wspomniany już Shenzen, gdzie satysfakcjonujący poziom  zmian osiągnięty został wcześniej niż w innych, nie stosujących koncepcji stref LEAP/EPPA regionów.

(JMF)

AUDIENCJA (I)

0
AUDIENCJA (I)
AUDIENCJA (I)

AUDIENCJA (1)

W połowie sierpnia grupa zaprzyjaźnionych osób, głównie przedsiębiorców, wraz z osobami towarzyszącymi przyjęta została przez księcia Liechtensteinu, Hansa Adama II von Liechtenstein na prywatnej audiencji. Opowiadamy okoliczności tego dość niezwykłego wydarzenia…

liechtenstein audiencja

 

JW Hans Adam II von Liechtenstein

Monarchie

O dokonaniach księcia Liechtensteinu, Hansa Adama II von Liechtenstein dowiedziałem się kilka lat temu od Hansa H. Hoppe, w czasie polskiej wizyty tego wybitnego ekonomisty „austriackiego”, jesienią 2012 roku.

Wcześniej wiedziałem jedynie, że w tym niewielkim księstwie dzieją się „dziwne” rzeczy; że jest to najbardziej wolnościowe, zarazem najbogatsze państwo świata. Nie wiązałem jednak tych faktów z osobą monarchy tego niewielkiego alpejskiego księstwa. To, że Liechtenstein jest oazą dostatku i spokoju, tłumaczyłem raczej wielowiekową tradycją gromadzenia bogactwa i neutralnością geopolityczną, niż przemyślaną, konsekwentną, żeby nie powiedzieć, celową polityką księstwa, czy tym bardziej jego przywódcy.

Do monarchii miałem wtedy stosunek obojętny, traktując je jako rodzaj niewinnej fanaberii poddanych, w czym mnie utwierdzają doniesienia z dworu brytyjskiego, szwedzkiego, hiszpańskiego, czy jakichś innych. Bogactwo Liechtensteinu kojarzyłem więc raczej z bogactwem rodziny książęcej niż z przemyślaną, dalekowzroczną polityką władców tego egzotycznego kraju. To, że królowa Elżbieta II, król Karol XVI Gustaw, czy Filip VI, potomek dynastii Burbonów w Hiszpanii żyją w dostatku, nie świadczy wcale, że ktoś, kto słuchałby rad Ich Wysokości też stałby się bogaty. Zresztą europejscy monarchowie nie tylko nie mogą rządzić, ale co gorsza, rządzić nie chcą i nie potrafią. Stąd głównym ich orężem i atrybutem władzy stał się udział w orszakach, protekcjonalne pozdrawianie wiwatujących na ich cześć poddanych, którzy z reguły mają więcej praw, niż panujące im miłościwie monarchowie i monarchinie.

Profesor Hoppe wyprowadził mnie z błędu.

Co prawda, wszystkie europejskie monarchie podporządkowane są woli ludu, i jeśli ktoś się z rodzinami królewskimi liczy, to robi to raczej z przyzwyczajenia, przyzwoitości i szacunku dla przeszłości, a nie dlatego, że prowadzą one swoje narody do prosperity i szczęścia. Jest jeden wyjątek, podkreślił, Hans Hermann, właśnie Liechtenstein, gdzie władca jest władcą, i chociaż ogranicza go konstytucja, to przecież on sam ją zaprojektował i doprowadził do jej uchwalenia. To zaś, że rządzi[1] zawdzięcza poparciu[2] swego narodu. Co więcej, uzyskał to poparcie nie w wyniku populistycznych obiecanek, lecz wręcz przeciwnie, dzięki konsekwentnej polityce minimalizowania funkcji państwa, wolności gospodarczej i wolnego rynku.

Wierzyć mi się nie chciało, że gdzieś na Ziemi rządzi ktoś, kto ma tak ogromne poparcie; kto programowo minimalizuje podatki, rządzi przy pomocy referendów, a co najważniejsze, sprawuje władzę za własne, a nie podatnika pieniądze.

Zaproszenie

Podzieliłem się dobrą wiadomością z kilkoma znajomym, pytając, a właściwie proponując, abyśmy może zaprosili Hansa Adama II na któreś z naszych spotkań.

– Jeśli wiesz, jak zaprosić księcia, to zapraszaj. Mnie do tego nie mieszaj – skwitował, bez entuzjazmu.

Łatwo się mówi: zaproś księcia! Znałem wprawdzie kogoś, kto znał księcia Hansa Adama II i mógł ewentualnie pośredniczyć, ale zaraz okazało się, że zaproszenie do Polski z prywatną wizytą głowy państwa nie jest wcale takie proste. Raz, że wymaga to akceptacji najwyższych instytucji w państwie – jak mnie poinformowano w MSZ. Dwa, że kosztuje i to słono. Czekają nas znaczne koszty podróży i pobytu, bo przecież monarcha nie przyjedzie pociągiem, i nie zainstaluje się w zwykłym pokoju hotelowym; przelot musi być first class, a najlepiej private jet, a pobyt, to minimum apartament prezydencki w Bristolu. Jednakże największy wydatkiem i problemem będzie zapewnienie Wybitnemu Gościowi ochrony i bezpieczeństwa. Przecież ani dwór, ani książę Hans Adam II tych wydatków nie pokryje. A głowa państwa nie może sobie przylecieć, ot tak sobie. Gdyby w czasie pobyt przydarzył mu się jakiś wypadek, to mamy…wojnę z….Liechtensteinem!

W tej sytuacji było jedno wyjście: skoro książę nie może przyjechać do nas, my przyjedziemy do Niego. Odkrycie to zbiegło się w czasie z rozmową z doc. Dariuszem Jurusiem, filozofem z Uniwersytetu Śląskiego, który – jak się dowiedziałem – miał przewodzić międzynarodowej konferencji naukowej, organizowanej w sierpniu 2014 roku w Vaduz, stolicy Liechtensteinu.  A ponieważ konferencja była otwarta, i pozostało na nią kilka wolnych miejsc, zapisałem się na nią bez wahania.

Kolejnym elementem składanki była książka napisana przez samego księcia, zatytułowana „Państwo w Trzecim Millenium”. Po przeczytaniu jej wiedziałem, że takiej okazji ominąć nie wolno. Ponieważ równocześnie przygotowania do konferencji zaczęły kuleć, i to z powodów zasadniczych, czyli finansowych, postanowiliśmy wziąć sprawy z swoje ręce i w miejsce konferencji zorganizować własne seminarium poświęcone odmienności Liechtensteinu jako państwa, do czego lektura książki księcia Hansa Adama była znakomitym odniesieniem. Ustaliliśmy termin seminarium na drugi tydzień sierpnia, licząc na to, że gdyby nie udało nam się uzyskać prywatnej audiencji u Jego Wysokości, Hansa Adama II, będziemy mogli przynajmniej  ujrzeć go i posłuchać w czasie święta narodowego, które przypada na 15 sierpnia.

Docent Juruś, który z instytucjami akademickimi Liechtensteinem współpracuje od kilku lat, wystarał się o miejsce na zorganizowanie seminarium, oraz hotel dla jego uczestników. W kraju, w którym mieszka niewiele ponad 40 tysięcy osób, zaś terytorium nie przekracza 160 km kw., z czego gros stanowią góry, ruch turystyczny – i to głównie zimą – jest stosunkowo słaby, stąd znalezienie hotelu nie będzie wcale łatwe. Ale  jednak znaleźliśmy.

Hotel Krone w Schellebergu miał wszystkiego 19 miejsc; zastanawialiśmy się, czy jest to „tylko 19”, czy może ”aż 19”? To, że my chcieliśmy się spotkać z księciem Liechtensteinu, nie oznacza wcale, że zechcą się z nim spotkać inni i to na seminarium poświęconym filozofii monarchii. Żeby nasz plan się powiódł trzeba nam było dokooptować, bagatela, 16 osób. Zapomniałem powiedzieć, że właścicielki hotelu, matka i córka, zgodziły się na  wynajęcie nam sali seminaryjnej i kilku noclegów, pod warunków, że wykupimy cały hotel bagatela, prawie 6000 franków. Jeśli kompletu nie będzie, to ja i Darek Juruś będziemy musieli te 6000 franków skądś wysupłać. Nie zdradzając szczegółów dealu, ogłosiłem w trakcie jednej z audycji Kontestacji, że organizujemy w Liechtensteinie seminarium, dając do zrozumienia, że jak się pospieszą to być może zdążą, bo „jest jeszcze kilka wolnych  miejsc”, i gdyby ktoś chciał pojechać, niech zadzwoni/napisze.

Frekwencja przekroczyła moje najśmielsze oczekiwania. Wszystkie miejsca zostały zarezerwowane w ciągu 16 sekund; chętnych była wielokrotnie więcej niż wynosiła pojemność hotelu Krone w Schellebergu, jednej z 7 gmin, na które składa się księstwo Liechtenstein. Dołączyła do nas czwórka osób, które zakwaterowały się w sąsiedniej Austrii, jedna ze Szwajcarii, ostatecznie było nas na Zamku w Vaduz 23 osoby, wśród nich: 1 Irlandczyk, 3 Polaków z Wielkiej Brytanii, 1 rodak, niegdyś mieszkaniec Liechtensteinu, obecnie Szwajcar, jeden Polak z Czech, reszta z kraju dziadów…

Gdy już zaklepaliśmy czas i miejsce seminarium, zebrali uczestników, opłacili miejsca noclegowe napisałem list do księcia Hansa Adama II, z pytaniem: Czy byłoby możliwe zorganizowanie spotkanie, podczas którego uczestnicy seminarium poświęconego książce „Państwo w Trzecim Millenium…” mieliby okazję zadać Jego Wysokości kilka pytań? List wysłałem z Warszawy w poniedziałek, życzliwa, szczera i twierdząca odpowiedź od księcia nadeszła dokładnie tydzień później. Jego Najjaśniejsza Wysokość Hansa Adam II von Liechtenstein informował w niej, że zaprasza nas w dniu 16 sierpnia 2014 roku w godzinach śniadaniowych na Zamek w Vaduz na spotkanie, podczas którego odpowie na wszystkie pytania.

Nie ukrywam, że byłem tempem i bezpośrednim tonem listu od księcia zaskoczony.

Od prawie 4 miesięcy usiłuję się spotkać z szefową Muzeum w Zachęcie, napisałem do niej 10 listów, telefonowałem kilkadziesiąt razy i nigdy nie udało mi się z panią dyrektor porozmawiać, a tu głowa państwa i takie tempo. Dziwne, prawda? Tym bardziej, że to ja pani dyrektor chcę zrobić przysługę, a nie ona mnie. Już choćby dla tej różnicy klas, między naszą pożal się Boże demokracją a liechtensteińską monarchią, warto było tam pojechać.

Dla większości z nas spotkanie było przeżyciem, ale o tym w kolejnym odcinku poświęconym Audiencji w Vaduz.

Cdn.

Jan M Fijor

Jersey (Isle of)

0
Jersey (Isle of)
Jersey (Isle of)

Największa z Brytyjskich Wysp Kanału, Jersey stoi na czele regulacji usług finansowych od 20 lat i jest wiodącym na świecie Międzynarodowym Centrum Finansowym (International Financial Centre – IFC). Jako jurysdykcja, wyspa jest rozpoznawalna dzięki silnej tradycji zarządzania korporacyjnego oraz niezawodnemu reżimowi regulacyjnemu.

Jersey ma wyjątkową pozycję konstytucyjną. Pomimo przynależności do Korony Brytyjskiej, nie jest częścią Zjednoczonego Królestwa i nie jest reprezentowana w Parlamencie Brytyjskim. Zatem, Jersay ma konstytucyjne prawo do samo rządzenia i nie niezależnego sądownictwa.

Ta niezależność pozwoliła rządowi wyspy Jersey ustanowić stabilny polityczny i ekonomiczny system, w którym przemysł może się rozwijać. Jersey ma reputację solidnej jurysdykcji dla inwestorów, organizatorów funduszy i menadżerów aktywów z całego świata.

Kolejnym powodem, dla którego Jersey udowadnia że jest popularnym centrum finansowym (IFC), jest dojrzały i sprawdzony system sądownictwa. Wyszukana struktura prawna, którą wyspa może się chlubić, leży u podstaw sektora finansowego wyspy Jersey. Kolejne usprawnienia i poprawki dokonywane są po to, aby zapewnić elestyczność i atrakcyjność dla zarówno krajowych jak i międzynarodowych rynków. System regulacyjny to kolejny sprawdzony obszar i Wyspa jest miedzynarodowo rozpoznawalnym najlepiej regulowanym IFC.

Największa z Brytyjskich Wysp Kanału

Istotę tego co Jersey aktualnie oferuje, odnaleźć można w samej różnorodności produktów i usług, w zakresie których konkurujące jurysdykcje mogą z trudem dorównać oraz podatkowo obojętne środowisko, w którym Jersey działa. Na Jersey nie ma podatku od operacji kapitałowych, podatku od zysków kapitałowych, podatku VAT, podatku u źródła, ani podatku od wzbogacenia się, a zatem, efektywność inwestycji trans-granicznych jest zapewniona pod względem podatkowym i fiskalnym.

Jersey Corporate Services Limited (JCSL) to niezależna “swatka” usług finansowych, która łączy dostawców usług finansowych z klientami, takimi jak firmy rodzinne, HNWI (High Net Worth Individual), menadżerów aktywów, księgowych, prawników oraz przedstawicieli innych dostawców usług finansowych na Jersey i na całym świecie.

Dependencje Korony Brytyjskiej

0
Dependencje Korony Brytyjskiej

Jak to robią Brytyjczycy?

Wyspa Man oraz Wyspy Normandzkie (Guernsey i Jersey) posiadają specyficzną formę prawną jaką jest Dependencja Korony Brytyjskiej. Wyspy nie są Państwami, ale też nie wchodzą w skład Wielkiej Brytanii, dzięki czemu nie należą również do Unii Europejskiej. Formalnym zwierzchnikiem dependencji jak sama nazwa wskazuje jest monarcha brytyjski.

Kilka faktów na temat Dependencji Korony Brytyjskiej

 Każda z wysp posiada swój odrębny parlament. Parlament Wyspy Man działa nieprzerwanie od 979 roku!

  • Sądownictwo oraz administracja wysp są niezależne.
  • Dependencja ustala własną politykę fiskalną.
  • Nie prowadzą własnej polityki zagranicznej oraz nie mają własnych sił zbrojnych. Za ich bezpieczeństwo odpowiada Wielka Brytania.
  • Nie należą do strefy Schengen oraz samej UE.
  • Mają własne waluty będące odmianami funta brytyjskiego sztywnym kursie 1:1.
  • Mieszkańcy wysp mogą korzystać ze swobodnego przepływu towarów z krajami Unii Europejskiej.
  • Nie obowiązuje swobodny przepływ usług oraz osób z krajami Unii Europejskiej.
  • Odmienne systemy fiskalne utrudniają swobodny przepływ kapitału z krajami UE.
  • Posiadają unie celną z UE.
  • Na wyspach Jersey oraz Guernsey nie ma podatku VAT.
  • Mimo, że Guernsey sama jest dependencją posiada dodatkowo własne dependencje: Alderney, Herm, Sark.

Dlaczego Wielka Brytania toleruje istnienie quasi-państw w rejonie swoich wpływów?

Pomimo wymuszenia na rajach podatkowych podpisania umów o unikaniu podwójnego opodatkowania oraz przekazywaniu informacji finansowych, terytoria takiej jak Wyspy Normandzkie oraz Wyspa Man wciąż pozostają rajem dla wielu przedsiębiorców, którzy mogą prowadzić biznesy, których UE nie toleruje.

W 1962 roku na Wyspie Man powstała z inicjatywy rządu niezależna korporacja Isle of Man Gambling Supervision Commission zajmująca się wyłącznie nadzorem nad działalnością hazardową. Twórcy tej instytucji nie mogli przewidzieć, że 35-40 lat później nastąpi gwałtowny rozwój internetu, a w raz z nim rozpowszechnione zostaną różne formy hazardu online.

W czasie gdy kolejne kraje należące do UE zakazywały lub utrudniały działalność firmom trudniącym się hazardem online, na Wyspie Man działały wypracowane przez lata standardy kontroli działalności hazardowej z poszanowaniem nie tylko użytkowników, ale również właścicieli przedsiębiorstw hazardowych. W efekcie na wyspie zaczęły powstawać kolejne firmy trudniące się hazardem ściągając programistów z całego świata.

Wielka Brytania jako członek Unii Europejskiej musi respektować jej prawa, ale daje również możliwość swoim obywatelom nieskrępowanego rozwoju w dziedzinie biznesu, dzięki takim wyspom jak Man czy Jersey.

Grzegorz Wesołowski

Strefy Specjalne w Hondurasie zgodne z konstytucją

0

Strefy Specjalne w Hondurasie zgodne z konstytucją

Pod koniec maja 2014 roku, Rada Konstytucyjna Honduraskiego Sądu Najwyższego odrzuciła apelację wobec wyroku sądowego z 8 lutego b.r. zezwalającego na utworzenie w tym środkowoamerykańskim państewku tzw. Stref Zatrudnienia i Rozwoju Gospodarczego, znanych pod kryptonimem ZEDE[1], a ochrzczonych przez media terminem miast czarterowych. Apelację złożyła w lutym tego roku adwokat, Marta Adeline Ávila Sarmiento, reprezentująca ugrupowania zarzucające ZEDE niezgodność z konstytucją.

Zgodnie z informacją zamieszczoną przez dziennik PanAm Post, Ávila Sarmiento przedstawiła 16 zarzutów niekonstytucyjności ZEDE. W szczególności domagała się uznania przez sąd, że ZEDE pogwałcą suwerenność terytorialną Hondurasu, pozbawią rząd w Tegucigalpa ogólnonarodowego charakteru, a także stoją w sprzeczności z ogólnym interesem publicznym. Ponadto, zdaniem podmiotu apelującego, budowa miast czarterowych stanowi zagrożenie dla obywatelskich i prawnych interesów Hondureńczyków, zarówno w sferze prywatnej i publicznej, których strefy pozbawiają prawa do swojej narodowości.

Wśród kwestii poruszanych przez stronę apelującą, znalazł się zarzut o niekonstytucyjności poboru podatku w strefach ZEDE. Mecenas Sarmiento utrzymywała, że jedynym legalnym ciałem mającym prawo do ustanawiania i pobierania podatków i innych opłat jest w Hondurasie Kongres Narodowy. Inny zarzut odnosił się do prawa emisji pieniądza, które – zdaniem apelujących – przysługuje wyłącznie władzy państwowej. Przyjmując, że strefy ZEDE nie podlegają jakimkolwiek restrykcjom geograficznym, może się zdarzyć, że strefa znajdzie się na granicy z Gwatemalą, Salwadorem, czy Nikaraguą. Taka sytuacja zagraża integralności terytorialnej państwa Honduraskiego.

 

Oto uzasadnienie odrzucenia apelacji przez Radę Konstytucyjną Hondurasu[2]

 

Rada Konstytucyjna odrzuciła apelację jednogłośnie, nie dopatrując się w żadnym z zarzutów, znamion niekonstytucyjności. W uzasadnieniu oddalenia apelacji podano szczegółowe przepisy konstytucji kraju oraz Deklaracji Praw Człowieka uchwalonej przez ONZ, jak również zapisy Specjalnej Ustawy Ustanawiającej ZEDE. Komentarz do uzasadnienia przygotowali przedstawiciele Instytutu Eleutera, najbardziej znanego i szanowanego klasyczno-liberalny think tank Hondurasu[3]. Dyrektor instytutu Guillermo Peña Panting, powiedział m. in. że wyrok Sądu Najwyższego umożliwia twórcom idei stref specjalnych pokonanie ostatniej przeszkody na drodze prawnej i organizacyjnej do utworzenia ZEDE. Tym samym ustawa o powołaniu stref, przyjęta pół roku temu przez honduraski parlament stosunkiem głosów 107 – 21, dowiodła nie tylko konstytucyjności, lecz także słuszności przyjętych rozwiązań.

 

Fakty o ZEDE

 

Zanim honduraski parlament przyjął ogromną większością koncepcję budowy miast czarterowych (prywatnych) w tym ubogim i targanym niepokojami społecznymi kraju, pomysł był przez kilka lat torpedowany. Powoływano się na fiasko podobnej koncepcji w Salwadorze, gdzie projekt wydzielenia niewielkiej prowincji, która rządziłaby się wolnorynkowymi zasadami, mimo przyjęciu go przez rząd, został ostatecznie utrącony.

Nie jest tajemnicą, że pomysłodawcy honduraskich ZEDE[4] korzystali z doświadczeń salwadorskich, starając się wyeliminować wszystko to, co przyczyniło się do upadku stref w Salwadorze. Mimo to plany stworzenia Specjalnego Obszaru Rozwojowego napotykał na nieustanne sprzeciwy, zarówno ze strony opozycji politycznej, jak i innych instytucji i organizacji o tendencjach lewicowych. Pod wpływem nacisku tych grup Sąd Najwyższy zdecydował się rozpatrzyć apelację p. Sarmiento, posługując się przy tym szczegłówymi analizami honduraskiego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. Prócz wspomnianych powyżej argumentów strony apelującej a dotyczących niekonstytucyjności oraz sprzeczności z istniejącym prawem, swój sprzeciw wobec ZEDE zgłosiło ponad 50 miejscowych organizacji pozarządowych (NGO).

Zanim apelacja znalazła się na wokandzie Sądu Najwyższego, pionierzy ZEDE dokonali zmian w prawie, czyniąc zarzuty p. Sarmiento chybionymi. Mimo iż sformułowane w niej zarzuty straciły sens, apelacja była kontynuowania. Strona atakująca utrzymywała, że zmiany prawa to nic innego, jak retusz mający na celu “wprowadzenie narodu w błąd w celu wyłudzenia przez grupę interesu części terotorium, kraju, z wyłączeniem jej spod obowiązującego prawa, systemu wymiaru sprawiedliwości oraz administracji podatkowej).

Słowem, potraktowano twórców strefy specjalnej jak zwykłych rabusiów, którzy chcą zmylić opinię publiczną.

 

Nie przeszło

 

Na całe szczęście, plany te nie zyskały uznania Rady Konstytucyjnej, która po wnikliwej analizie zarzutów ostatecznie je odsunęła, dając tym razem ZEDE wolną drogę.

„Dzięki wyrokowi – podkreślił Peña Panting – inwestorzy, lokalni deweloperzy, a także zainteresowani strefą cudzoziemcy otrzymali jakże potrzebne wsparcie legalne, dzięki któremu będą mogli rozpocząć prace przy projekcie. Argumenty, jakimi posłużyła się opozycja wobec ZEDE miały na celu zdyskredytowanie idei, która z pewnością pomoże w rozwoju gospodarczym naszego kraju.”

Zaraz po ogłoszeniu wyroku delegacja przedstawicieli instytucji wchodzących w skład ZEDE spotkała się z parlamentarzystami południowokoreańskimi, a także przedstawicielami firm koreańskiego sektora prywatnego, które będą zaangażowane w budowę ZEDE. Na spotkaniu dyskutowano kwestie lokalizację pierwszej ze stref, a także harmonogram prac przy jej budowie. Firmą, która zajmuje się kompleksowym opracowaniem planów pierwszej ZEDE jest południowokoreańska spółka Posco Planet. Koreańczycy mają tworzyć front budowy w oparciu o cztery wytypowane na początek lokalizacje, a więc: Amapala, Alianza, Nacaome i San Lorenzo – wszystkie te osady znajdują się w obrębie Zatoki Fonseca.

Wiadomo już, że prace zostaną rozpoczęte w niewielkiej, położonej na wysepce osadzie Amapala, znajdującej się na wodach Zatoki Fonseca i mającej najlepsze warunki brzegowe oraz nawigacyjne do budowy portu morskiego, mogącego przyjąć statki dowolnych rozmiarów. Ze względu na stosunkowo małą powierzchnię Amapala, centrum logistycznym projektu zostanie miasteczko Nacaome, położone ok. 42 km od planowanego portu. Nie wiadomo jeszcze jakie będzie przeznaczenie pozostałych dwóch lokalizacji: Allianza oraz San Lorenzo. Na razie są one traktowane jako ewentualne zaplecze na wypadek rozrastania się ZEDE.

Najtrudniejsze zadanie, a więc przełamanie schematów i wyrwanie się ze stereotypów, twórcy ZEDE mają już za sobą. Z zapartym tchem będziemy obserwować postępy prac przy honduraskich miastach czarterowych. Nie ukrywamy, że dla polskiej strefy EPPA jest to obok Hongkongu, Singapuru oraz Shenzen bezcenny poligon doświadczalny.

 

(jmf)

 


[1] Na koncepcji ZEDE opiera się plan utworzenia na terenie Polski specjalnych jurysdykcji, które jednak działałyby według polskiego prawa, a jedynie omijały polskie sądownictwo.  Aby tego dokonać, rolę organu rozstrzygającego spory gospodarcze pełniłaby w takich strefach np. londyńska Tajna Rada Królewska Privy Council, prywatny sąd arbitrażowy. Polski odpowiednik ZEDE ochrzczony został przed media Polskim Hongkongiem. Ideą tą zajmuje się nowoutworzona Fundacja Instytut Carla Mengera – www.menger.pl).

[2] Organ analogiczny do polskiego Trybunału Konstytucyjnego.

[3] Odpowiednik polskiego Centrum Adama Smitha.

[4] Jednym z czołową przedstawicieli tej grupy jest Mark Klugman , ekonomista amerykańs,ki, były doradca prezydenta Reagana. On jest również mentorem polskiej EPPA.

Zobacz również:

Zobacz również: